poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Jestes moim światłem - Rozdział 8

No więc na specjalne zamówienie Elie i Mito. Dziękuję za odezwanie się do mnie, po części dlatego tak szybko zdecydowałam się nadrobić zaległości.. Dedykuję wam ten rozdział, mam nadzieję, że się  spodoba.

*****************************************

NATHANIEL

Zamurowało mnie, gdy wreszcie dotarł do mnie sens jego słów. Innymi słowy, musiał być cholernie bogaty.. Momentalnie poczułem się jeszcze gorzej, gdy pomyślałem, że zachowuje się niemal jak pasożyt. Niby nie specjalnie, a jednak. Płaci za mnie, wręcz kupuje ze względu na mnie dom, natychmiastowo rezygnując z dotychczasowego życia, w imię czego? Kuzyna, którego tak naprawdę nawet za dobrze nie zna... 

Kiedyś przejrzy na oczy i z pewnością zauważy, że zrobił dla mnie wystraczająco dużo i nie musi dłużej zawracać sobie mną głowy. Myśl ta wyjątkowo mnie otrzeźwił. Nie miałem zamiaru do niczego się przyzwyczajać. Nie chciałem później się zawieść. Xavier był osobą która prędzej czy później zechce założyć rodzinę, opiekować się własnymi dziećmi.. Na pewno w jego życiu nie zostanie wtedy miejsca na biednego nie potrafiącego żyć samodzielnie kuzyna, którego musiał wychowywać za własne pieniądze. 

Jak tylko wyzdrowieję, poszukam pracy, zdecydowałem choć trochę starając się zmniejszyć moje poczucie winy. A wtedy nie będę miał czasu na te ponure rozmyślania. 

-Cóż, nawet jeśli.. Najprawdopodobniej gdy założysz rodzinę, to nie będzie wystarczająca kwota byście cały czas żyli beztrosko- stwierdziłem udając, że nie widzę jego zaskoczonego spojrzenia. 

-Rodzinę?? Oj wątpię żebym w najbliższym czasie jej potrzebował- uśmiechnął się delikatnie.- Na razie opiekuję się tobą.

Mimowolnie poczułem jak dziwnie zimna gula utyka w moim gardle. Właśnie, na razie.... Ale to nie potrwa wiecznie.. Taki wspaniały, opiekuńczy chłopak na pewno nie jednej dziewczynie w głowie zamąci. I na pewno nie jedna go zauroczy. Na samą myśl, że któregoś dnia przyjdzie i z uśmiechem przedstawi mi swoją dziewczynę, bądź narzeczoną ścisnęło mnie w dołku. 

-Nie będziesz się przecież wiecznie mną zajmował- burknąłem nawet nie zdając sobie sprawy jak gorzko przy tym zabrzmiałem.- Prędzej czy później będę musiał wyprowadzić się na swoje i dać ci żyć własnym życiem. Z kimś z kim będziesz chciał je dzielić, a nie z naprzykrzającym się kuzynem. 

Xavier spojrzał się na mnie z dosyć dziwną miną. 

-A co powiesz na to żebyśmy oboje zostali na całe życie kawalerami i uprzykrzali innym spokojną egzystencję w tym pięknym miasteczku?

-Raczej wątpię...Nie wyobrażam sobie ciebie jako kawalera, z tyloma dziewczynami które zapewne za tobą latają- uśmiechnąłem się z sarkazmem. 

-I może jeszcze powiesz mi, że za tobą to nikt się nie ogląda?- zapytał powątpiejąco unosząc brwi.- Z tego co widziałem w pociągu, do ciebie nawet bardziej lecą niż do mnie...

Poczułem dziwne gorąco na twarzy, gdy przypomniałem sobie myśli, które nawiedzały mnie w pociągu. Jedna była wyjątkowo głośna.. Moja wręcz przypominająca zazdrość postawa.. Boże, co się ze mną dzieje? Niepotrzebnie zaczynał ten temat..

-Tylko kulturalnie rozmawiałem, to na Ciebie praktycznie rzuciła się tamta brunetka- odpowiedziałem całkowicie zbywając jego niedowierzające spojrzenie. 

-No nie gadaj, że na tobie się nie wieszały- wymamrotał przewracając oczami.

-Nic takiego nie zauważyłem- odpowiedziałem godnie. Choć gdzieś w odmętach mojej pamięci przemknęło mi wspomnienie, że jedna z nich lekko oparła się na moim ramieniu. Lecz byłem wtedy zbyt zamyślony aby zwrócić na to uwagę.- A nawet jeśli, to nie ja zostałem obcałowany za samo przedstawienie się. 

Xavier skrzywił się nieznacznie.

-Nawet nie przypominaj- wzdrygnął się z obrzydzeniem. 

Mimowolnie poczułem się troszkę lepiej widząc jego reakcje. 

-W ogóle jakim cudem zeszliśmy na ten temat?- wzniosłem oczy ku niebu starając się oddać tej sytuacji należną dramaturgię. 

Kto normalny sprzecza się o to, kto ma większe powodzenie. To tak jakby żaden z nas nie chciał się przyznać, że ma jakiekolwiek. Powinniśmy być raczej z tego zadowoleni. W końcu nie na każdego lecą dziewczyny. A jednak... czułem się jedynie wzburzony. Nie chciałem się podobać.. nie tym pustym, chichoczącym laluniom. Tak w ogóle, to nie wiedziałem czy chce się podobać jakiejkolwiek dziewczynie.. I to jeszcze bardziej wyprowadzało mnie z równowagi.


Xavier zaśmiał się przyprawiając mnie o dziwne dreszcze.

-Szczerze? Nie mam pojęcia. Ale jedno mnie ciekawi...- W jednej chwili spoważniał mierząc mnie dziwnym spojrzeniem.

Poczułem się trochę skrępowany pod jego wpływem.

-Co takiego?- zapytałem.

-Czemu przez większość podróży mnie ignorowałeś...

Zamurowało mnie, nie wiedziałem, że tak to zinterpretował. W tamtym momencie myślałem, że po prostu należy mu się chwila odpoczynku ode mnie. I choć niezbyt mi się to podobało, dałem mu ją, aby mógł poflirtować sobie z tamtą dziewczyną.

-Nie ignorowałem Ciebie.. Po prostu dałem Ci chwilę spokoju, żebyś mógł ode odsapnąć, ostatnio i tak zajmowałem praktycznie cały twój wolny czas. I jak widać nadal to robię..

*************************

XAVIER

Wpatrywałem się w niego z zaskoczeniem. Nie wiedziałem, skąd w ogóle przyszedł mu do głowy taki absurdalny pomysł. 

- I że niby kiedy doszedłeś do wniosku, że takowego spokoju potrzebuje? Czy kiedykolwiek, w jakikolwiek sposób dałem Ci do zrozumienia, że mi przeszkadzasz, albo chociażby, że nie chce już przebywać w twoim towarzystwie?- zapytałem dziwnie zirytowany.

Nathaniel wzruszył ramionami obrzucając mnie dziwnym spojrzeniem.

-Może i nie... Ale pomyśl logicznie, od kilku dni siedzisz tylko ze mną. Gdy wtem jakaś dziewczyna wyraża zainteresowanie twoją osobą.. Czy nie postąpiłem dobrze dając ci możliwość aby poznać ją lepiej sam na sam? No nie gadaj, że wolałeś moje ponure towarzystwo, bo nie uwierzę.

Chwilę się mu przyglądałem, zastanawiając się czy mówi serio. 

-A co jeśli powiem " Tak, o wiele bardziej wolę twoję towarzystwo, niż tej przeklętej laluni"?- zapytałem z niewiadomego  mi powodu czując się dziwnie rozdrażniony.

Nathaniel spojrzał na mnie jak na kosmitę. 

-Moje towarzystwo lepsze niż zainteresowanie dziewczyny? W to trudno uwierzyć- parsknął pod nosem.

-W takim razie będziesz musiał się mocno wysilić, bo mówię całkiem serio... A tak poza tym, czy ty w ogóle się jej przyjrzałeś? Toż to straszydło było, nie dziewczyna- wymamrotałem próbując trochę zmienić tor naszej rozmowy. Miałem dziwne wrażenie, że zaczyna się robić niezręcznie, i nie miałem pojęcia dlaczego...

******************

NATHANIEL

-Jakie tam straszydło, normalna była.-Nie wiedzieć czemu, nagle poczułem chęć obronienia nieobecnej.-Może tylko trochę za bardzo wytapetowana, ale znośna.

Xavier obdarzył mnie dziwnym spojrzeniem. 

-Skoro tak Ci się podobała to czemu sam z nią nie pogadałeś?

Nawet nie chciało mi się przypominać mu, że miałem już na głowie dwie inne idiotki. Jednak pierwsza część zdania, nagle przykuła moją uwagę.

-Podobała? Niby kiedy powiedziałem, że mi się podobała?- zapytałem zbulwersowany. 

Toż to gołym okiem widać, że zlewałem je wszystkie totalnie. 

Xavier przewrócił oczami w dosyć dziwny sposób. Jakbym go Bóg wie czym poirytował. 

-Przed chwilą- odpowiedział.

-Powiedziałem, że była znośna... Nie, że mi się podoba.-Powtórzyłem moje słowa bardzo powoli, jakbym tłumaczył małemu dziecku.-To znacząca różnica. 

Xavier spojrzał na mnie spod byka, a ja powoli zacząłem się już irytować. 

-Dla mnie żadna- stwierdził po chwili. 

Aż normalnie zmrużyłem oczy ze złości. Doprawdy, jak grochem w ścianę.

-Ach tak,  więc jeśli powiem, że Ty też jesteś znośny..- a nawet i lepiej-.. to także znaczy, że mi się podobasz??- Wypaliłem nie do końca zdając sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałem. 

Xavier zamrugał gwałtownie oczami i dziwnie poczerwieniał na twarzy. 

-To zupełnie co innego- wymamrotał odwracając wzrok. 

-Naprawdę??-Powiątpiejąco uniosłem brwi, patrząc na niego spod oka.-Dla mnie to dokładnie to samo- sparodiowałem jego wcześniejszą odpowiedź.

-Dobra- westchnął po chwili wznosząc oczu ku niebu.- Tym razem masz rację...

-Tym razem?- prychnąłem. 

Xavier spojrzał na moją zbulwersowaną minę i wybuchł gwałtownym śmiechem. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem na ten widok. Nie umiałem długo się na niego obrażać. Nie wtedy, gdy brzmiał jakby był w jakiś pokrętny sposób o mnie zazdrosny. Co z pewnością, tylka ja tak interpretuje.

-Koniec gadania o dziewczynach, w najbliższym czasie i tak nie będziemy widzieć żadnej z nich. Alleluja- stwierdził unosząc ręce w dośc śmieszny sposób, na co sam się zaśmiałem.-Chodźmy zrobić coś do jedzenia- powiedział po przyjacielsku klepiąc mnie w ręke. 

W tej samej chwili syknąłem z bólu i skuliłem się gwałtownie. Jak to prosto zapomnieć o bolącej ręce w takiej sytuacji... 

-O-mój-boże, przepraszam- przestraszony głos Xaviera powoli wyrywał mnie z otępienia spowodowanego nagłym spazmem bólu.- Kompletnie zapomniałem, a przecież dopiero co wysmarowałem ci rękę. 

Próbując nie krzywić się za bardzo, wyprostowałem się i podmuchałem lekko na rękę, aby przynieść skórze jako taką ulgę. Ogólnie nie bolała mnie ręka sama w sobie. Chyba, że ją przeciążyłem.. Bolała mnie skóra. W sumie nic dziwnego skoro została praktycznie rozpłatana. 

-Już w porządku- wymamrotałem dmuchając w najbardziej palący kawałek. 

-Zaczekaj..- usłyszałem za sobą, lecz nie odwróciłem głowy zajęty uśmieżaniem skutków nagłego dotyku. 

Po chwili ponownie usłyszałem jego kroki za plecami i już w następnym momencie poczułem jego delikatne palce lekko oplatające mój nadgarstek i pociągające moją rękę w swoją stronę. 

Poczułem lekki dreszczyk przepływający przez moje ciało od miejsca w którym zetknęły się nasze ręce. 

Xavier uśmiechnął się do mnie delikatnie zbliżając do mojej ręki dziwną buteleczkę. 

-To powinno przynieść Ci ulgę - stwierdził, po czym delikatnie naciskając posłał białą mgiełkę na moją zmaltretowaną skórę. 

Nigdy wcześniej nie czułem nic tak wspaniałego, jak falę ulgi, która zalała mnie w momencie, w którym mgiełka dotknęła mojego ciała. Palące rany natychmiast ochłodziły się, a ja mimowolnie jęknąłem z przyjemności, którą to wywołało. 

-Boże, jestem w niebie- wymamrotałem przymykając oczy i rozkoszując się błogością chwili. 

******************

XAVIER

Nie sądziłem, że psiknięcie go mgiełką schładzającą przyniesie aż tak rezultat. Zaskoczony i jednocześnie dziwnie zmieszany wpatrywałem się w jego rozluźnioną twarz, przymknięte powieki i pełne usta wykrzywione w wyrazie całkowitej euforii. Gdy po chwili przyłapałem się na tym, że z niewiadomego powodu zaczynam powoli pochylać się w jego stronę, gwałtownie się wyprostowałem i próbując się uspokoić klepnąłem go w zdrowie ramię. Raptownie otworzył oczy i wlepił pełny wdzięczności wzrok w moją postać. Nagłe gorąco przepłynęło przez moje ciało. 

-To co idziemy zrobić coś do jedzenia?- zapytałem szybko zrywając się z miejsca.

-Jasne- odparł z uśmiechem i idąc w moje ślady ruszył w stronę kuchni. 

Dobrze, że zrobiliśmy dzisiaj tak duże zakupy, pomyślałem. Będzie więcej do wyboru. A przecież tak naprawdę nie wiem nic o jego gustach kulinarnych. 

-No więc, od czego zaczynamy?- zapytał przeglądając wszystkie Pomysły na.

-A co Ty lubisz jeść?- zapytałem węsząc okazję, aby cokolwiek się o nim dowiedzieć. 

Nathaniel spojrzał na mnie z ukosa. 

-To nie jest aż takie ważne. Zjem wszystko, to twój dom ty powinieneś zdecydować co chcesz- stwierdził po chwili, podawając mi kilka propozycji. 

-O nie, nie- oznajmiłem wtykając mu je spowrotem.-Skoro ja tu żądzę, to mówię, że ty masz wybrać to co ci smakuje. A ja ewentualnie odrzucę to czego nie lubię.

Nathaniel otwierał usta jakby chciał zaprotestować, lecz widząc moją minę ponownie je zamknął i wgapił się w opakowania. 

-Chińszczyzna?- zapytał po chwili podtykając mi pod nos dwa różne sposoby przygotowania.

-Może być- stwierdziłem wybierając jedno z nich, oczywiście te bardziej pikantne.- Moje ulubione danie- dodałem po chwili, nawet nie wiem dlaczego. 

Może po prostu chciałem, aby i on wiedział o mnie więcej. 

Powoli przygotowaliśmy wszystkie składniki, po czym zabraliśmy się do gotowania. Makaron w jednym garze, pokrojone warzywa na patelni, razem z sosem i niedługo potem jedzonko już zrobione. Z racji, że Nathaniel nie za dobrze operuje swoją ręką, to ja nałożyłem na dwa talerze jedzenie, i manewrując położyłem je na stole. 

-Smacznego- powiedziałem po chwili zajadując się przysmakiem.

-Nawzajem- burknął w odpowiedzi jakos tak dziwnie skrępowany, po czym sam zabrał się za swój talerz. 

Jedliśmy w względnej ciszy. Kilka razy wymieniając między sobą jakieś uwagi typu:"Przepyszne są te małe papryczki" albo "Chyba lepiej smakowałoby bez selera".

Czułem się w jego obecności naprawde spokojnie. Jakby zastępował mi rodzinę, co zapewne było prawdą. W końcu do własnej nie za bardzo pałałem pozytywnymi uczuciami. Byli jedynie pasożytami kompletnie wyzutymi z jakichkolwiek emocji. 

Z drugiej strony ciekawiło mnie co teraz robią. Pewnie rwą włosy z głowy, zastanawiając się gdzie mnie wcięło. Tak samo jak ojciec Nathaniela, moja mina momentalnie spochmurniała.

-Xavier?

Miałem nadzieję, że przestanie nas szukać, gdy domyśli się, że jesteśmy już o wiele za daleko aby mógł nas odnaleźć. 

-Xavier?- leciutkie dotknięcie w ramię sprawiło, że gwałtownie wróciłem do rzeczywistości. 

-Hmm?- burknąłem wpatrując się w wiszącą nade mną twarz Nathaniela. 

Czy mówiłem już jakie ma piękne oczy?

-Pytałem się czy mógłbym zabrać talerz i pozmywać?- zapytał wpatrując się we mnie badawczym wzrokiem. 

Szybko zerwałem się z miejsca zabierając swój talerz i przy okazji zgarniając też jego, z jego dłoni. 

-Sam to zrobię- stwierdziłem zerkając wymownie na jego rękę.- Nie chciałbyś żeby płyn do naczyń zetknął się z twoją skórą, oj uwierz niechciałbyś.

Nathaniel dał za wygraną siadając na swoim miejscu i przygladając mi się  z niewielkiej odległości, oparł podbródek na nadgarstku jeszcze raz ogarniając wzrokiem pomieszczenie. 

Pewnie zastanawiał się nad tym jakim cudem tak skończył, pomyślałem szczerze przyznając mu rację. Sam nie mogłem czasami uwierzyć jak to się wszystko dziwnie potoczyło. W sumie można powiedzieć, że zaczeliśmy nowe życie, w nowym domu, razem... Gdy dotarł do mnie sens ostatniego słowa, ponownie poczułem, jak moje policzki ozdabiają czerwone rumieńce. Nie miałem pojęcia, o co chodzi z tymi moimi dziwnymi reakcjami, jakie ostatnio u siebie zaobserwowałem. Na razie nie chciałem się w to wgłębiać, mieliśmy wystarczająco dużo spraw do załatwienia. 

Zerknąłem na zegar wiszący na pobliskiej ścianie. Było już dość późno, w sumie to nie za bardzo się wcześniej wyspałem i powoli stawałem się coraz bardziej senny. Gdy tylko schowałem naczynia, odwróciłem się w stronę Nathaniela powoli mierząc go wzrokiem. Także wyglądał na sennego. 

-Już dzisiaj raczej nie mamy nic do roboty- stwierdziłem powoli podchodząc do niego i wskazując ręką w stronę schodów.- Powinniśmy już iść spać, oboje jestesmy zmęczeni po podróży. 

Nathaniel jakby na potwierdzenie tych słów ziewnął przeciągle. 

-Masz rację- przyznał kierując się w stronę swojego pokoju.-Dobranoc- powiedział jeszcze zanim zamknął za sobą drzwi. 

-Dobranoc- odpowiedziałem jakby sam do siebie, zamykając się w własnych czterech ścianach. 

Powoli, niemal flegmatycznie przebrałem się w piżamę, w postaci zwykłej koszulki i spodenek, po czym wskoczyłem do łóżka, rozkoszując się zapachem świeżej pościeli. Dłuższy czas leżałem bez ruchu rozmyślając i gdy właśnie miałem odpłynąć, usłyszałem delikatne pukanie do drzwi. 

-Wejdź- powiedziałem mając nadzieję, że usłyszy. 

A jednak. Drzwi uchyliły się po chwili ukazując mi ubranego podobnie do mnie Nathaniela. 

-Coś się stało?- zapytałem unosząc się lekko na łokciach i starając się odczytać coś w wyrazie jego twarzy. 

-Nie mogę zasnąć- westchnął zrezygnowany, wpatrując się we mnie lekko zażenowanym wzrokiem.- Nowe miejsce  i te sprawy. 

Wiedząc, że w ten zawoulowany sposób pragnie się mnie zapytać o przyzwolenie, skinąłem na niego głową, klepiąc miejsce obok siebie. 

-Możesz dzisiaj spać ze mną. Mam wystarczająco duże łóżko.

Sam na jego miejscu także byłbym zażenowany, więc doceniałem, że w ogóle przyszedł. 

Widocznie ulżyło mu, że nie musiał się samodzielnie pytać. Choć i tak dość niepewnie podszedł do mojego łóżka, siadając po drugiej stronie.

-Dzięki- wymamrotał czerwieniąc się nieznacznie, co ledwo zauważyłem zważywszy na panujący wokół półmrok. 

-Nie ma za co- westchnąłem odkręcając się na boku i momentalnie zasypiając.


CDN.
*************************                         >> Rozdział 9 <<

Etc. Szukam bety. Ktoś chętny?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Prawda czy Wyzwanie cz. 6

Na prośbę Mito dodaje następny rozdział tej historii. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu.

***********************************************************

Miałem tremę...

Po pierwsze, to była moja pierwsza randka z chłopakiem. A po drugie, tym chłopakiem był mój dawny przyjaciel i nie tak dawny wróg... Kompletnie nie wiedziałem jak się zachować, albo chociażby czego się po nim spodziewać. A na dodatek niezręczność potęgował fakt, że zaledwie kilka godzin temu, spontanicznie oddałem mu swój pierwszy raz.

Była już prawie siedemnasta, za pół godziny mieliśmy spotkać się pod Santako i szczerze wątpiłem, czy wyrobię się na czas. 

Zirytowany przejrzałem się w lustrze przymierzając następną bluzkę. W końcu zrezygnowany postawiłem na błękitną koszulę w kratę i jeansy, po czym w pośpiechu narzuciłem na siebie kurtkę, zasznurowałem buty i wybiegłem z domu prosto na przystanek autobusowy.

Ze zdenerwowania przygryzając dolną wargę, usiadłem tuż przy oknie wyjątkowo nie zauważając perwersyjnych spojrzeń skierowanych w moim kierunku.

Coraz bardziej podenerwowany zerknąłem na zegarek i aż sapnąłem z przerażenia. Było kilka minut po osiemnastej, miałem nadzieję, że Eisaku nie wkurzy się na mnie z powodu spóźnienia. Gdy tylko autobus zatrzymał się na pożądanym przystanku, wystrzeliłem z niego jak z procy od razu kierując się w kierunku migoczącego w oddali sklepu. 

-A kogóż my tu mamy?- wyraźnie kpiący ton sprawił, że zaskoczony zatrzymałem się na chwilę oglądając do tyłu. 

Dwóch dosyć rosłych mężczyzn podeszło do mnie wolnym krokiem nie odrywajac spojrzenia od mojej postaci. Miałem niejasne przeczucie, że skądś ich znam. I że bynajmniej nie były to miłe okoliczności. Gdy tylko jeden z nich znalazł się wystarczająco blisko abym mógł dokładnie zobaczyć jego twarz, przerażenie ścisnęło moje serce i instynktownie zrobiłem kilka kroków do tyłu.

-Dawno się nie widzieliśmy, smarkaczu...

-Powiedziałbym raczej, że nie wystarczająco dawno..- warknąłem w panice rozglądając się dokoła, lecz nikt nie zdawał się zauważyć tej małej wymiany zdań. 

-Oj, coś się taki nagle mądry zrobił- wysyczał mężczyzna mierząc mnie zwężonymi oczami.- Chyba zapomniałeś już, jak to jest dostać porządne lanie za nieposłuszeństwo...

Wzdrygnąłem się słysząc te słowa. Pamiętałem, aż nazbyt dobrze. Rok temu moja matka spotykała się właśnie z tym obleśnym mężczyzną. Nie trwało to dosyć długo, raptem dwa miesiące podczas których zdążył pokazać do czego jest zdolny jeśli ktoś nie chce stosować się do jego rozkazów. 

-A ty chyba zapomniałeś o swoim nakazie zbliżania się do mojej osoby- przypomniałem mu wiedząc, że prawdopodobnie nie postępuję zbyt mądrze pyskując osobie niezrównoważonej psychicznie i na dodatek będąc w pojedynkę przeciw dwóm dorosłym mężczyzną. 

-Ty mały..- mężczyzna wyrwał się do przodu unosząc pięść w moim kierunku, gdy nagle zakrył mnie czyiś cień. 

-Mały, co?

Znajomy głos sprawił, że mimowolnie rozluźniłem się wpatrując w plecy mojego obrońcy. 

-Nie wpieprzaj się w rozmowy dorosłych kurduplu- drugi mężczyzna chya wreszcie postanowił dac o sobie znać. 

Eisaku zwrócił swoje mrożące krew w żyłach spojrzenie w jego stronę. 

-Dorosłych? Śmiem wątpić, jesteście zbyt tępi na to, aby móc traktować was z respektem...

Oboje zatrzęsli się w dzikiej furii i już sięgali rękami w naszym kierunku, gdy kątem oka ujrzałem znajomy mundur. 

-Proszę nas zostawić!- Krzyknąłem teatralnym gestem pociągając Eisakiego kilka kroków do tyłu.- Nie chcemy nigdzie z wami iść.. 

Mężczyźni spojrzeli się po sobie nic nie rozumiejąc, jednak Eisaki niemal od razu załapał o co mi chodzi i z przerażeniem na twarzy cofał się zakrywając mnie swoim ciałem.

Nadal nic nie rozumiejąc ruszyli w naszym kierunku, gdy wtem jakaś postać wkroczyła pomiędzy nas, a dwóch osiłków. 

-Co tu się dzieje?- wysoki mężczyzna w niebieskim policyjnym mundurze zmierzył nas miłym spojrzeniem, po czym jego wzrok spoczął na dwóch mężczyznach, już nie tak bardzo chętnych do bijatyki.

-Oni próbowali nas zaciągnąć do jakiegoś budynku, mówili,że szukają właśnie takich chłopców jak my i żebyśmy się nie stawiali bo oberwiemy- wymyśliłem na poczekaniu, imitując przerażenie. 

Wzrok policjanta stwardniał i jednym szybkim ruchem skuł mężczyzn ze sobą, po czym skierował się do stojącego niedaleko radiowozu ciągnąc ich niezbyt delikatnie w jego stronę. 

-Nie martwcie się chłopcy, długo tu się nie pojawią- warknął w ich kierunku jednocześnie kierując na nas pocieszające spojrzenie. 

Próbując wytrzymać z poważnym wyrazem twarzy, czekałem aż radiowóz zniknie z moich oczu, po czym wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem. 

-Widziałes ich miny? BUhahahaha-zatrzęsłem się ze śmiechu, łapiąc się za bolący brzuch. 

Eisaku uśmiechnął się  jedynie, przyglądając mi się z dziwnym uśmieszkiem.

-Nie są za bardzo kumaci- skomentował jedynie, wyginając usta w lekko irytującym uśmieszku. 

-No, trzeba im to przyznać- uśmiechnąłem się, po raz pierwszy zerkając na niego. 

Momentalnie przypomniałem sobie w jakim celu się tutaj znalazłem. 

-Sorrka za spóźnienie- wymamrotałem, w jednej chwili ponownie czując się kompletnie zażenowany. 

Eisaku uśmiechnął się do mnie czule, a ja nie za bardzo do tego przyzwyczajony spłonąłem gorącą czerwienią. 

-Ważne, że przyszedłeś- wyszeptał delikatnie obejmując mnie ramionami. 

Nieśmiało odwzajemniłem gest zdając sobie sprawę z tego, że stoimy na środku ulicy, co tylko pogłębiło jeszcze moje zażenowanie. 

Boże, od kiedy to zachowuję się jak jakaś strachliwa panienka? Pomyślałem próbując odzyskać jasność umysłu. Bardziej męskim gestem mocniej przycisnąłem go do siebie, po czym cofnąłem się z zaciekawieniem przyglądając jego twarzy. 

-To gdzie idziemy?- zapytałem.

Eisaku zmierzył mnie dość tajemniczym spojrzeniem, po czym uśmiechnąwszy się niewinnie pokiwał mi palcem przed nosem. 

-To będzie mała niespodzianka- powiedział łapiąc mnie za rękę i delikatnie prowadząc w stronę przeciwną tej z której przyjechałem.- Przekonasz się jak dojdziemy na miejsce. 

Starając się nie wyglądac na tak zaciekawionego jak byłem w rzeczywistości, dałem prowadzić się przez liczne uliczki, gdy nagle Eisaku zatrzymał się i stanąwszy za mną dłońmi zakrył moje oczy. Czując się dość niepewnie w tej sytuacji, zatrzymałem się nie wiedząc w którą stronę mam podążać. 

Eisaku rozwiązał ten problem za mnie, delikatnie ujmując moją dłoń i wolno prowadząc mnie w tylko sobie znanym kierunku. Po kilku minutach poczułem, że zatrzymujemy się, a dłoń dotychczas zakrywająca mi pole widzenia znika. 

-Jesteśmy na miejscu- usłyszałem tuż przy swoich uchu i niesamowicie przejęty uchyliłem powieki dosłownie zamierając. 

Kompletnie zapomniałem języka w gębie, wpatrując się w widnięjący przede mną krajobraz. 

-I jak? Podoba się?- usłyszałem głos Eisakiego w którym dało się słyszec nutkę wahania. 

Zmierzyłem spojrzeniem otaczające nas zaśnieżone drzewa i krzewy, jak i skąpaną w świetle niemal bajkowej latarni altanę oplecioną zamarzniętą roślinnością. We wnętrzu altany stał stół i dwie ławy na których leżały rozłożone miękkie skóry aby móc na nich usiąść, bez obawy o zamarznięty tyłek. Na stole stały półmiski z owocami i różnymi innymi smakołykami, a tuż koło altany tliło się ognisko, które dawało choć minimalne ciepło. 

-To.. to jest..- nie wiedziałem jak ując w słowach moje zaskoczenie i ciepło, które momentalnie zawładnęło moim sercem. 

Nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa, po prostu odwróciłem się i obdarowałem go głębokim pocałunkiem. 

Najwidoczniej zrozumiał przekaz, bo juz po chwili uśmiechał się promiennie i nonszalandzko łapiąc mnie za rękę poprowadził do jednej z ław. 

-Nie wiedziałem, że jesteś taki romantyczny- zaśmiałem się, chcąc jakoś rozładować nagromadzone wokół nas napięcie. 

-Jeszcze wiele o mnie nie wiesz- powiedział tajemniczo, na co ja parsknąłem śmiechem. 

Taka wersja jego osoby, była po prostu niewiarygodna. Coraz częściej przyłapywałem się na myśli, że być może to po prostu zwykły sen, a ja zaraz się obudzę i ponownie ujrzę przed sobą Eisakiego tylko i wyłącznie jako mojego wroga. Jednakże o prawdziwości tych wydarzeń niezbyt suptelnie przypominał mi bolący dół kręgosłupa. 

Wieczór był naprawdę udany. Po raz pierwszy od bardzo dawna, zapomnieliśmy o wszystkim co nas otacza i po prostu dalismy się ponieść chwili. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy jakie przyszly nam do głowy i mógłbym przysiąc, że wszystko wróciło do normy sprzed kilku lat, gdyby nie kilka szczegółów, które potoczyły się jednak inaczej. Bo tym razem nie byliśmy wyłącznie przyjaciółmi.. Byliśmy partnerami i dało się to wyczuć w każdym geście, słowie i spojrzeniu. 

Rozpływałem się w niesmiałych pocałunkach którymi byłem obdarowywany, jak i w pełnych uwielbienia spojrzeniach, którymi omiatał moje ciało. Nie wiedziałem, jakim cudem wytrzymywałem wcześniej bez tego obezwładniającego uczucia, które ogarniało mnie za każdym razem gdy zawieszałem na nim wzrok. 

Po dość długim czasie, zacząłem wreszcie odczuwać lodowatą temperaturę na którą wczesniej nie zwracałem uwagi i zdecydowalismy się wrócić do domu. Żegnając się na przystanku dosyć namiętnym pocałunkiem  odjechaliśmy w przeciwnych kierunkach. 

Nie mogłem powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, ignorując dziwne spojrzenia skierowane w moim kierunku. Byłem zbyt szczęśliwy, żeby przejmować się innymi ludźmi. 

Ledwo przytomny wyszedłem z autobusu na moim przystanku i z uśmiechem nieschodzącym z ust przekroczyłem próg mojego domu. Matka jeszcze nie przyjechała, stwierdziłem patrząc na brakującą parę butów przy drzwiach. Możliwe, że została po godzinach w pracy, jak zwykle.. 

Niemalże wleciałem na pierwsze piętro do swojego pokoju i szybko przebierając się w piżamę wskoczyłem do łóżka z uwielbieniem rozpamiętując miniony dzień. 

Praktycznie przysypiałem, gdy z otępienia wyrwał mnie sygnał SMS-a. Zerknąłem na ekran i momentalnie pojaśniałem na widok wyświetlającego się imienia. 

" Dobranoc kochany "

Przeczytałem czerwieniąc się przeraźliwie. Nadal czułem się niezręcznie gdy zwracał się tak do mnie, ale skoro go to uszczęśliwiało?

" Branoc Ei :* " 

Odpisałem i szczęśliwy zasnąłem przyciskając do siebie komórkę. 

******************************


Mam nadzieję, że nie przesłodziłam :)