Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2014

Jesteś moim światłem- Rozdział 14

 Betowane przez Nanni <3<3<3
 ___________________
NATHANIEL

Przyciągnął mnie gwałtownie w swoją stronę, i ponownie przylgnął do mnie ustami. Z namiętnością ssał moje wargi, bawił się z językiem, i lizał podniebienie. Czułem jego dłonie, wolno wędrujące po moim ciele. Widziałem spojrzenie utkwione w mojej twarzy. Byłem jednym wielkim kłębkiem emocji, które rozrywały mnie od środka. 

Całowałem, dotykałem, pieściłem, rozpływałem się pod jego gorącym ciałem. Jego dłonie tak gorące, na mojej zimnej skórze. Jego usta tak spragnione, wewnątrz mych warg. Jego męskość, tak słodko prężąca się na mojej. Tak bardzo pozbawiająca mnie tchu... 


-X..avie..r.-jęknąłem, podczas gdy fala przyjemności uniosła mnie, i wyrzuciła gwałtownie w powietrze. 


*****


Raptownie zerwałem się z łóżka, rozglądając wokół nieprzytomnym wzrokiem. To było, takie prawdziwe... Czując coś lepkiego na swoim brzuchu, powoli uchyliłem kołdrę i w ustach zdusiłem przekleństwo.


Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się dojść w trakcie snu, jakikolwiek by on nie był. A tym bardziej nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się mieć bardziej intensywnego snu, albo w ogóle jakiegokolwiek z mężczyzną w tle. Mógłbym przysiąc, że nadal czuję na sobie jego dotyk.


Załamany schowałem twarz w swoich dłoniach.
I co ja teraz zrobię?, pomyślałem. To wszystko kompletnie wyrwało się spod kontroli. O ile wcześniej, byłem ledwie zaniepokojony swoim dziwnym zachowaniem, o tyle teraz byłem nim chorobliwie przerażony.

Jakim cudem to doszło do takiego miejsca?

Nigdy nie chciałem, żeby to tak wyglądało. Nie chciałem ani tego uczucia, ani tych wszystkich obaw które mnie nawiedzają... Wiedziałem, że nigdy nie pocałowałby mnie umyślnie. On po prostu... dał się ponieść impulsowi. A ja... Nie miałem zamiaru cierpieć z tego powodu, robić sobie głupich nadziei. Że niby co? Nagle mu się odmieni i zapragnie być z kimś takim jak ja? Z jego wrzodem na dupie, przez który musiał porzucić swoje poprzednie życie, znajomych...


Już i tak wystarczająco chore jest, że nie potrafię nawet zaprzeczyć, że cieszyłbym się gdyby jednak było inaczej.
Co się ze mną porobiło? Czemu nie mogłem okazać się jednak normalny? No ja się pytam, czemu?! 

Nie mam zamiaru słuchać jego wyrzutów sumienia, tłumaczeń. Zrobił to, trudno. Zapomnę. Po prostu udam, że nic się nie stało. Wątpię żeby z własnej woli poruszył ten temat. A nawet jeśli... Udam głupiego. Jakbym nie wiedział o czym mówi.. W końcu sam się domyśli, że po prostu nie chce o tym rozmawiać. Z pewnością mu ulży. A ja...


Nie ważne. Koniec! Nie będę więcej o tym myślał. Jestem głodny, i zamierzam iść na śniadanie.

Szybko wyskoczyłem z łóżka, z zamiarem pójścia na dół, gdy nagle przypomniałem sobie o moim nie za ciekawym "wyglądzie". Klnąc pod nosem, wyjąłem z szafki pierwsze lepsze rzeczy i trzymając je przed sobą, jak najciszej przemknąłem do łazienki.


_________________________________


XAVIER


Byłem podenerwowany. Nie! To za mało powiedziane! Czułem się, jakbym szedł na ścięcie. Dokładnie! Bardzo trafne porównanie sytuacji. Kompletnie nie wiedziałem, jak mam się zachować, ani jakiego zachowania mam się spodziewać.


Z braku innych zajęć, gdy tylko wstałem zeszedłem do kuchni, aby zrobić śniadanie. Nie zostało zbyt dużo jedzenia, tak więc postanowiłem się trochę napracować i zrobić naleśniki. Starając się już więcej o niczym nie myśleć, rozlewałem masę naleśnikową na patelnię, co jakiś czas przekręcając ciasto na drugą stronę. Gdy było już odpowiednio zarumienione, zdejmowałem i układałem je na leżącym obok talerzu. Gdy skończyłem, postawiłem talerz z naleśnikami na środku stołu, pomiędzy dwoma mniejszymi talerzami, ustawiając wokół słoik z dżemem, czekoladę i serek waniliowy.


Nie chciałem wchodzić na górę, krzyknąłem więc głośno "Śniadanie gotowe!" z nadzieją, że Nathaniel już nie śpi i sam zejdzie na dół.  Sam zaś, zasiadłem na jednym miejscu obficie smarując swój naleśnik czekoladą. Dwie minuty później gdy miałem zamiar wstać i ponownie go zawołać, usłyszałem kroki i zobaczyłem jak wkracza do kuchni.


-Dzień dobry- powiedziałem, starając się brzmieć normalnie.


-Dobry- odpowiedział, jak gdyby nigdy nic siadając naprzeciwko, i przekładając na swój talerz jednego naleśnika.


Wyglądało na to, że nie miał zamiaru poruszać tematu mojego wczorajszego wybryku. W myślach odetchnąłem z ulgą, jednak mogliśmy wrócić do normalności.


-Co dzisiaj zamierzasz robić?- zapytałem, tak jak to miałem ostatnio w zwyczaju.


Nathaniel przełknął kawałek naleśnika, obdarzając mnie dziwnym spojrzeniem.


-Jeszcze nie wiem, a ty?


-Myślałem żeby pójść zrobić jakieś zakupy. Chciałbym ugotować coś dobrego na obiad, Mito dzwoniła, że wpadnie.- odpowiedziałem bawiąc się swoim widelcem.


Nathaniel kiwnął głową w zamyśleniu.


-Jeśli chcesz, możesz iść ze mną...- powiedziałem powoli, ryzykując krótkim spojrzeniem w jego kierunku.


Jego twarz nie wyrażała niczego, tylko oczy ciągle wpatrywały się we mnie, jakby próbując przejrzeć mnie na wylot.


-W sumie... I tak nie mam nic innego do roboty- stwierdził, na co ja delikatnie się uśmiechnąłem.


-W takim razie, jak skończysz jeść, od razu możemy wychodzić. 


To dziwne, że taka głupia rzecz, jak zgoda na pójście na zakupy, niemal od razu poprawiła mi humor. W zastraszającym tempie, skończyłem swoją porcję i czekając na niego wsadziłem naczynia do zlewu.


-Później pomyjemy- powiedziałem i skierowałem się z nim do przedpokoju.


Szybko ubraliśmy buty, kurtki, szaliki i rękawiczki, po czym zamknęliśmy dom na klucz, i wolnym krokiem ruszyliśmy w dół ulicy.


__________________


NATHANIEL


Właściwie, nie wiem czemu zgodziłem się z nim iść, ale nie żałowałem swojej decyzji. Niby udawałem, że wszystko jest w porządku, ale postanowiłem, że w między czasie poobserwuję go i wybadam jego własne zachowanie. Nie uszło mojej uwadze, że praktycznie całą drogę spoglądał na mnie ukradkiem, jakby lustrując mnie wzrokiem. Gdy po raz któryś z kolei jego spojrzenie powędrowało wzdłuż całej mojej postaci, mimowolnie poczułem się nieswojo.


-Kghm..- chrząknąłem, gdy dłuższą chwilę, natarczywie przyglądał się mojej twarzy.


Szybko odwrócił się w drugą stronę, a ja kątem oka mogłem zauważyć jego czerwieniące się policzki.
Co tu do cholery się dzieje?

-Co właściwie chcesz ugotować?- zapytałem, chcąc przerwać ciążącą wokół ciszę.


Xavier jakby chwilę zastanawiał się nad swoimi słowami, zanim w końcu odpowiedział.


-Placki w zapiekanym serze z papryką i szynką, posypane świeżym szczypiorkiem.


Na sam opis poczułem zbierającą się w ustach ślinę.


-Serio? I naprawdę potrafisz to zrobić?


Xavier spojrzał na mnie z tajemniczym uśmieszkiem, przez który poczułem, jak moje wnętrzności skręcają się delikatnie.


-Wątpisz w moje umiejętności kulinarne?- zapytał.


-Gdzież bym śmiał- powiedziałem, po raz pierwszy tego dnia szczerze się uśmiechając.


Wyglądało na to, że nawet jego zaskoczyła ta nagła zmiana na mojej twarzy. Widziałem jak jego wzrok ześlizguje się powoli na moje usta i dłuższą chwilę na nich zostaje. Mimowolnie poczułem, jak moje tętno przyśpiesza odtwarzając w myślach wczorajszy "wypadek". Zauważyłem w wyrazie jego twarzy, że on także pomyślał o tym samym. Już chciałem coś powiedzieć, gdy tuż za nami rozległy się głośne okrzyki.


-XAVIER!


-NATHANIEL!


Mając złe przeczucia, powoli odwróciłem się do tyłu i niemal od razu utonąłem w objęciach jakichś dwóch dziewczyn. Kątem oka zauważyłem, że Xavier także został schwytany przez jakąś brunetkę.


Po chwili, gdy wreszcie się wycofały, dowiedziałem się czemu ich głosy wydawały się takie znajome. To były te same dziewczyny, które dzieliły z nami przedział w pociągu. Nawet nie pamiętałem imienia żadnej z nich... Jakby instynktownie przysunąłem się bliżej Xaviera, aby mieć go cały czas na wyciągnięcie ręki.


-Wiedziałyśmy, że wreszcie was spotkamy- powiedziała brunetka, która w pociągu  pocałowała Xaviera.


Trochę mi się zrobiło głupio, gdy przyłapałem się na chęci odpowiedzenia im, że ich odczucia nie są odwzajemnione, i że najchętniej, to nigdy w życiu więcej bym ich nie spotkał.


-My także, mieliśmy taką nadzieję- odpowiedziałem jedynie, uśmiechając się do nich wymuszenie.


Zaskoczony poczułem, jak Xavier zawiesza rękę na moich ramionach, opierając się o mnie nonszalancko.


-Więc co tam u was słychać?- zapytał oddechem drażniąc mój policzek.


Dziewczyny z podekscytowaniem zaczęły opowiadać, co takiego "ciekawego" porabiały przez ostatnie dni, a ja udawałem, że je słucham, chociaż tak naprawdę zastanawiałem się co ma znaczyć te nagłe spoufalanie się Xaviera.


-...No i wtedy zorientowałyśmy się, że nie mamy żadnej odpowiedniej sukienki, więc szybko pojechałyśmy do jakiegoś butiku....


Nie zapowiadało się, żeby szybko miały skończyć. Jedna przerywała drugiej, druga trzeciej i tak w kółko. Do tego każda z nich posyłała nam kokieteryjne spojrzenia i uśmieszki, które z pewnością mi się nie podobały.


-....Pomyślałyśmy, że to jakaś pomyłka! Sukienki  za mniej niż sto dolarów!!! Najpewniej była z jakiegoś szmateksu, stanowczo stwierdziłyśmy, że jej nie kupimy i kazałyśmy pokazać droższe. Rozumiecie to? Jak w ogóle mogła nam zaproponować coś tak taniego!


-Oburzające..- skomentowałem z krzywym uśmieszkiem.


Jeśli dla nich sto dolarów, to cena dla ciuchów ze szmateksu, to boję się myśleć, ile one na te swoje ciuszki wydają...

-No właśnie!- przytaknęły entuzjastycznie.-Na czym my to....? A! No i dała nam takie za dwieście, to pomyślałyśmy, że możemy przymierzyć, chociaż zazwyczaj kupujemy za przynajmniej pięćset, i.....


Naprawdę nie wiem, ile jeszcze wytrzymam słuchając ich paplaniny, pomyślałem wzdychając mimowolnie. Chyba przyjęły to jako westchnięcie podziwu w ich kierunku, bo uśmiechnęły się jeszcze szerzej i zaczęły opowiadać jeszcze szybciej. Powoli zaczynała mnie boleć głowa, gdy nagle usłyszałem głos Xaviera tuż przy swoim uchu.

-Naprawdę cieszymy się, że was spotkaliśmy, ale śpieszymy się do sklepu. Mamy gości na obiad, tak więc....


Dziewczyny natychmiast zamilkły wpatrując się w nas rozmarzonym wzrokiem.


-Możemy wam towarzyszyć jeszcze chwilę, albo nawet odprowadzić do domu.- powiedziała najwyższa z nich, blondynka.


Zarówno Xavier, jak i ja byliśmy bardziej niż przerażeni taką opcją. Całą drogą ich paplania i najpewniej uwieszanie się ciągle na naszych ramionach... Nie. Stanowczo nie była to zbyt przyjemna wizja, jeśli nie mówić, że wręcz przerażająca. 


-Widzicie... Wolelibyśmy pójść sami, umówiliśmy się jeszcze z kolegami na miejscu... Może spotkamy się innym razem? Dacie nam swoje numery, a my po prostu zadzwonimy...- powiedział Xavier, a ja widząc ich zadowolone spojrzenia, wiedziałem już, że udało mu się je przekonać.


Wiedząc, że nie zabrał swojego telefonu, szybko wyciągnąłem mój, wręczając go i czekając aż każda z nich zapisze swój numer. Nie miałem wątpliwości, że nigdy z nich nie skorzystam...


Chyba tylko dzięki temu, że Xavier nadal był uwieszony na moich ramionach, powstrzymały się przed rzuceniem na nas, składając tylko pocałunki na naszych policzkach. Szybko pomachaliśmy im i zanim zdążyły zmienić zdanie, ruszyliśmy szybko w kierunku widocznego już spożywczaka.


-One są przerażające- skomentowałem, gdy zniknęły nam z oczu, zrzucając wreszcie jego rękę z moich ramion.


Nie miałem zamiaru pytać, dlaczego w ogóle się tam znalazła. Mój mózg i tak już zdążył wygłosić swoje własne, irracjonalne powody, próbując przekonać mnie, że może Xavier jest o mnie trochę zazdrosny.

Moim zdaniem, po prostu zrobił to odruchowo, nawet tego nie zauważając. Przyjaciele często stoją w ten sposób. To że ja żadnych nigdy nie miałem, nie znaczy, że on też. Najprawdopodobniej dla niego to coś normalnego. W końcu tylko zawiesił na mnie rękę. Jednak dla mnie... Taki mały gest wystarczył, żeby żołądek podskoczył mi do góry, a tętno przyśpieszyło.

-Nie wiem, czy są głupie, czy po prostu puste.-stwierdził Xavier otwierając przede mną drzwi.


W głowie zaświtała mi czerwona lampka. Byłem facetem, nie babą... Miałem ręce, sam sobie mogłem otworzyć, jednak nie skomentowałem tego, po prostu przechodząc pod drzwi. Wziąłem w rękę koszyk i odwróciłem się do niego, pytająco unosząc brwi.


-No więc, co kupujemy?


Xavier nie zważając na moje oburzone spojrzenie, wyrwał mi koszyk i ruszył między regały, dyktując potrzebne składniki.


-Mąka pszenna, jajka, mleko, dwie papryczki, 25 dag sera żółtego, 20 dag szynki, przyprawa do pizzy, proszek do pieczenia... I to chyba będzie na tyle.


Posłusznie pakowałem wszystko do koszyka, po czym stanęliśmy w kolejce, aby kupić szynkę i ser. Wzięliśmy zwykłą goudę i jakąś pieczoną szynkę, kierując się następnie do kasy. Podczas gdy ja wszystko pakowałem, Xavier zapłacił za zakupy i przejmując ode mnie torbę, wyszedł ze sklepu. Oczywiście szybko podążyłem za nim.


-Ty płaciłeś, więc to ja powinienem nieść- stwierdziłem niezadowolony.


-Nie kombinuj, może i już cię ręka nie boli, ale w każdej chwili może się pogorszyć- odpowiedział jedynie, nawet nie zerkając w moim kierunku.


Nie odpowiedziałem, ponieważ nie znalazłem żadnego dobrego argumentu.


-O której dokładnie wpadnie Mito?- Zapytałem, nie chcąc iść w kompletnej ciszy.


-Nie wiem dokładnie, mówiła, że będzie po południu.


Szybko zerknąłem na wyświetlacz swojej komórki. Była 12:30


-Już jest po południu- stwierdziłem.-To znaczy, że pewnie pojawi się niedługo.


-Nie niedługo, tylko już teraz!- Usłyszałem głośny okrzyk, i poczułem jak drobne ramiona dziewczyny oplatają mnie w talii. 


Chyba wszystkie dziewczyny, mają to w genach, pomyślałem, szybko odwzajemniając uścisk. Akurat do niej nic nie miałem. Wiedziałem, że patrzy na nas tylko jako przyjaciół. Obserwowałem jak przytula także Xaviera, po czym wycofuje się, abyśmy mogli otworzyć drzwi. 

-Widzę, że byliście na zakupach. Co takiego ciekawego chcecie upichcić?- zapytała przyjaznym tonem.


-To będzie niespodzianka- odpowiedział Xavier, uśmiechając się do niej delikatnie, na co moje serce znowu podskoczyło.-Już ja się postaram, żeby wam smakowało.- dodał, patrząc także na mnie. 


-Xavier będzie sam gotował, ja w tym czasie dotrzymam ci towarzystwa.- powiedziałem, widząc jej pytające spojrzenie.


____________________


XAVIER


Widząc jak Mito posłusznie kieruje się za Nathanielem do salonu, wraz z zakupami zniknąłem w kuchni.

Przygotowałem deskę, noże i miskę do wyrobienia ciasta, po czym szybko wypakowałem składniki. 

Paprykę pokroiłem w drobną kostkę, ser starłem na tarce z dużymi oczkami, szynkę pokroiłem na kawałki. Do miski wlałem trzy szklanki mleka, wsypałem trzy i pół szklanki mąki pszennej, wbiłem dwa jajka, wsypałem dwie łyżki proszku do pieczenia i wlałem dwie łyżki wyjętego wcześniej z lodówki octu. Doprawiłem solą i przyprawą do pizzy, następnie wrzuciłem resztę wcześniej pokrojonych składników i porządnie wymieszałem. 


Łyżką nakładałem na rozgrzaną wcześniej patelnię, smażąc z dwóch stron.* Gdy wszystkie już były gotowe, rozłożyłem je na trzy talerze i przyozdobiłem odrobiną pozostałej papryki, i kolendrą.


Pachniało smakowicie. Wszystkie talerze, wraz z sztućcami rozłożyłem na stole i głośno ich zawołałem. 


-Wow, świetnie wygląda- pochwaliła Mito, zasiadając przy jednym z miejsc, i z wielkim uśmiechem próbując kawałek.- Przepyszne!- wykrzyknęła robiąc duże oczy i uśmiechając się do mnie dowcipnie.- Gdybym wiedziała, że tak świetnie gotujesz, już wcześniej bym do was wstąpiła na obiad.


Uśmiechnąłem się mile połechtany, spoglądając na zajmującego swoje miejsce Nathaniela. Szybko usiadłem koło niego i oparłem głowę na dłoni, wpatrując się w niego badawczo.


-A tobie jak smakuje?- zapytałem dziwnie miękkim głosem. 


Nathaniel patrzył na mnie przez chwilę, po czym odkroił kawałek, i wolno wsadził do ust. Mimowolnie podążałem za nim wzrokiem, nie mogąc oderwać spojrzenia od jego warg, gdy zniknął w nich kawałek placuszka. Mito z pewnością dziwnie się teraz na mnie patrzyła...




- Pyszne- odpowiedział Nathaniel uśmiechając się do mnie tak szczerze, jak jeszcze nigdy. 

Nasze oczy spotkały się, i przez dłuższą chwilę zapomniałem, gdzie się tak właściwie znajduję, tonąc w jego spojrzeniu. Jego uśmiech kompletnie pozbawił mnie myśli. Delikatnie zaczerwienione wargi kusiły aby ponownie przykryć je własnymi. Najprawdopodobniej był to zrobił, gdyby nie głośne chrząknięcie.


Szybko odwróciłem wzrok, niemal z żalem zrywając te dziwne połączenie i z zapałem zabrałem się za swoją porcję. 


-No dobrze..-odezwała się Mito, gdy tylko każde z nas skończyło już swoje jedzenie.- Czy teraz powiecie mi, o co poszło wam z Samuelem?


___________________________________

* Przepis jak najbardziej prawdziwy. Sami możecie spróbować upichcić coś takiego. Polecam, palce lizać :D






Udało się! Powiem tak... opóźnienie było duże, ale to tylko dlatego, że cały... CAŁY ROZDZIAŁ mi się usunął. Zawiesiła mi się myszka i po prostu zaczęłam machać nią w tą i z powrotem cały czas klikając, i nagle BUM! Nie ma rozdziału. No więc zabrałam się do pracy, i zaczęłam pisać od nowa. A był naprawdę długi...Ten tutaj jest o wiele krótszy...

Tak więc, mam nadzieję, że jakoś ujdzie.Dzisiaj jeszcze nic nie jadłam, chcąc wyrobić się z wstawieniem i po prostu od rana pisałam, pisałam... Bez przerwy. A jeszcze ten opis placuszków *.*. No po prostu zwariować można. Idę zjeść cokolwiek, bo nie wyrobię xD

Z góry dzięki za komentarze, i cierpliwość.


wtorek, 1 lipca 2014

Pan od Historii - Rozdział 9

SEBASTIAN

Punkt szósta rano zerwałem się z łóżka i dzwoniąc po opiekunkę Kamilka upewniłem się, że zjawi się dokładnie o siódmej trzydzieści aby się nim zająć. Po cichu ominąłem jego pokój nie chcąc go budzić przed jej przyjściem i skierowałem się do pokoju Damiana. 

-Czas wstawać!- zawołałem już na wejściu czując się równocześnie trochę głupio. Tak jakoś dziwnie było, przyzwyczaić się do myśli, że w domu oprócz mnie i Kamilka jest ktoś jeszcze. 


Jedynymi osobami, które dotychczas budziłem, był mój syn i zmarła żona. Nawet jeśli miałem już kilka dni na przywyknięcie, zdawało się to być co najmniej dziwaczne. A zrobiło się to jeszcze bardziej kłopotliwe, gdy zdałem sobie sprawę, że ten ktoś nie jest mi do końca obojętny... Choć nie miałem zamiaru nic robić w tym kierunku... Źle by się to dla mnie skończyło, gdybym wdał się w jakiekolwiek relacje z własnym uczniem. 


Nie widząc reakcji ze strony śpiącego, szybkim krokiem podszedłem do łóżka i delikatnie potrząsnąłem jego ramieniem. 


-Damian?


Chłopak odkręcił się do mnie plecami mrucząc jedynie coś pod nosem. 


-Damian, wstawaj- powtórzyłem tym razem głośniej, ponownie potrząsając jego ramieniem.


Tym razem przyniosło to odpowiedni skutek. Chłopak zerwał się nagle i wpatrzył we mnie z zaskoczeniem. 


-Sebastian?


-Ubierz się i zejdź na śniadanie. Muszę być dzisiaj wcześniej w szkole, mam kilka spraw do załatwienia. 


Chłopak posłusznie pokiwał głową i szybko zerwał się z łóżka podchodząc do szafki, którą mu wczoraj odstąpiłem, wyjął ubrania na zmianę i poszedł do łazienki podczas, gdy ja powoli skierowałem się do kuchni, aby zrobić śniadanie. 


Akurat, gdy kładłem na stole talerz kanapek i herbatę, do kuchni wkroczył Damian. Wolnym krokiem zbliżył się do stołu, z pewnością nawet nie zdając sobie sprawy z tego jak wygląda. Słodko roztrzepane włosy, zaspany wzrok i lekko podwinięta koszulka... Siłą zmusiłem się do szybkiego odwrócenia wzroku. Czemu nie mogło pozostać tak jak dawniej? Gdy żyłem w błogiej nieświadomości dotyczącej atrakcyjności tego chłopaka. 


-Siadaj i jedz, wychodzimy za piętnaście minut.-powiedziałem zabierając się za najbliższą kanapkę. 


Damian usiadł posłusznie naprzeciwko mnie i także zabrał się za jedzenie, powoli przeżuwając każdy kawałek. Czując dziwną ochotę, aby znowu na niego popatrzeć sięgnąłem po gazetę dusząc chęć w zarodku. Starając się skupić na treści artykułów nawet nie zauważyłem jego badawczego spojrzenia utkwionego w mojej twarzy.




*

DAMIAN

Gdy tylko wyszedłem z łazienki umyty i przebrany, wolnym krokiem ruszyłem na dół do kuchni. Byłem śpiący. Przez pół nocy nie mogłem zasnąć męczony najróżniejszymi koszmarami. W niektórych Sebastian zabił mojego ojca trafiając za kratki, a w innych to mój ojciec zabił Sebastiana i rozpaczałem nad jego grobem. A później spotykałem Kamilka, który stał samotnie w pustce. Wielkiej, czarnej, pochłaniającej duszę pustce. Wzdrygnąłem się zajmując miejsce przy stole i sięgając po kanapkę z szynką i ogórkiem.


Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że w zachowaniu Sebastiana coś się nie zgadza. Jakby unikał patrzenia w moim kierunku.. Mogło mi się wydawać, ale... Może on także doszedł do takich samych wniosków? Może dopiero zauważył czym ryzykuje pomagając mi? Mimowolnie się wzdrygnąłem. Tak jak wcześniej postanowiłem, nie miałem zamiaru utrudniać mu życia. Wystarczająco ryzykowne było opiekowanie się mną. Nie chciałem, aby musiał zamartwiać się także moimi niezbyt niewinnymi uczuciami względem jego osoby. Nigdy więcej mu się nie narzucę. Nie będę też próbować zwrócić na siebie jego uwagi. Wiem, że będzie to strasznie trudne, ale zrobię wszystko, aby tylko nie musiał pożałować decyzji o opiekowaniu się mną.


-Skończyłeś już?- głęboki głos wyrwał mnie z zamyślenia. Podniosłem wzrok napotykając jego błyszczące tęczówki wpatrujące się we mnie pytająco.  


Powstrzymując dziwny dreszcz, który przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa kiwnąłem głową i szybko podniosłem się od stołu ruszając w kierunku drzwi. Wsunąłem na stopy swoje sfatygowane buty i czekając na Sebastiana rzuciłem spojrzenie w kierunku schodów prowadzących na piętro nagle sobie o czymś przypominając. 


-A co z Kamilkiem?


Sebastian spojrzał na mnie najwidoczniej nie rozumiejąc, o co mi chodzi. 


-Zostawimy go tak samego?- zapytałem zaniepokojony.


-Damian, czy ty uważasz, że jestem aż tak lekkomyślny?- zapytał z lekkim niedowierzaniem.- Za kilka minut powinna pojawić się niania, która zajmie się nim do naszego powrotu.


Jakby dla potwierdzenia jego słów, w tej samej chwili rozbrzmiał dźwięk domofonu. Sebastian podszedł do drzwi i wpuścił do środka niziutką, starszą kobietę. Miała na oko może z pięćdziesiąt lat. Włosy gdzieniegdzie przyprószone siwizną, delikatne zmarszczki wokół oczu i ust, promienny uśmiech, lekko pulchna sylwetka. Wyglądała naprawdę sympatycznie, gdybym miał babcię, pewnie byłaby podobna do niej. Albo i nie. Równie dobrze mogłaby być tak samo podła jak ojciec. Mała poprawka... Gdybym wyobraził sobie swoją babcię, byłaby do niej podobna.


-Przyjedziemy o szesnastej, niech pani pamięta, aby nie dawać mu za dużo słodkiego.- upomniał ją Sebastian uśmiechając się do niej przyjaźnie, po czym wyszliśmy na zewnątrz.


Tym razem nie miałem problemów z zapięciem pasa. Gdy tylko dojechaliśmy do szkoły zgarnąłem swoją torbę i szybko się żegnając popędziłem pod swoją salę. Co z tego, że byłem przynajmniej trzydzieści minut przed czasem... Poczekam sobie, nigdzie mi się nie śpieszy.


Ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko dotarłem pod salę zauważyłem, że nie jestem jedyną osobą, która dotarła tak wcześnie. 


Angelika, dosyć wysoka, chuda, długowłosa klasowa piękność, stała właśnie koło okna przypatrując mi się spod lekko opuszczonej grzywki.  Wyjątkowo dziwna sytuacja jak na mój gust, jednak nie miałem zamiaru się nad nią zastanawiać. Wyjąłem z torby podręcznik od historii i społeczeństwa i zacząłem powtarzać sobie ostatnie tematy w razie gdyby profesorka postanowiła zrobić jakąś niezapowiedzianą kartkówkę. Kątem oka widziałem, że dziewczyna nadal wpatruje się w moją osobę. Olałem to czytając pierwszy temat
:" II Wojna Światowa na froncie Zachodnim".



Temat był nawet ciekawo opisany, więc po kilku chwilach wbrew oczekiwaniom wciągnąłem się i przestałem zwracać uwagę na otoczenie, dopiero lekkie walnięcie w ramię odwróciło moją uwagę od podręcznika. 

-Coś się stało?- zapytałem się uprzejmie stojącej przede mną dziewczyny. Gdzieś tam w głębi mózgu zastanawiałem dlaczego właściwie do mnie podeszła.


-Nie.. Ja tylko.. Ty jesteś Damian, prawda?




Pierwszy raz usłyszałem, aby panna pięknotka zająknęła się w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Dziwne, bardzo dziwne.



-No tak.



Dziewczyna uśmiechnęła się ukazując swoje równe ząbki i myśląc zapewne, że w ten sposób wydaje się seksowniejsza. Jakby wyćwiczonym ruchem odgarnęła ręką włosy za ramię, po czym wyciągnęła ją w moim kierunku mrugając trochę nazbyt entuzjastycznie. 



-Jestem Angelika. Wiem, że właściwie to się znamy, bo chodzimy do tej samej klasy. Ale jakoś tak nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji porozmawiać. 



"A raczej mieliśmy ich aż mnóstwo, ale nigdy wcześniej się tym nie kłopotałaś." pomyślałem.



-Zmieniłeś się nieco. Ładną masz teraz fryzurę i nawet fajnie się ubierasz.- dodała po chwili przemykając po mnie spojrzeniem. 



"A więc to o to chodzi?" Uśmiechnąłem się przymuszenie udając, że spodobał mi się jej komplement. Naprawdę miałem gdzieś jak teraz wyglądałem. I tak nie mogłem mieć osoby której chciałem najbardziej, więc czemu miałby mnie obchodzić mój wygląd. "Przejdź do rzeczy dziewczyno." pomyślałem.



-Chciałbyś może wyjść gdzieś ze mną po szkole?



Tego się nie spodziewałem. 



Stałem przez chwilę zszokowany, po czym szybko zdałem sobie sprawę, że ona czeka na moją odpowiedź. Już chciałem powiedzieć, że nie... W końcu to było ewidentne zaproszenie na randkę, ale przypomniałem sobie to, co sobie obiecałem. Zapomnieć o Sebastianie. Nie było żadnej przyszłości dla naszego związku, o ile kiedykolwiek zaistniałoby coś innego niż relacja uczeń-nauczyciel. Oczywiście na pewno nie zapomnę o nim przy tej pustej laluni, nawet mnie kobiety nie interesują... ale trzeba od czegoś zacząć. Z drugiej strony jeśli się nie zgodzę, może się na mnie solidnie zemścić. W końcu jest w tej szkole jedną z najpopularniejszych i najtrudniejszych do zdobycia dziewczyn. 

Pozostaje jeszcze ostatnia kwestia. Co taka dziewczyna jak ona, nagle chce od kogoś takiego jak ja? Nie rozumiałem tego i wątpię żebym miał zrozumieć. Z tego co pamiętam Sebastian nie mówił czy po szkole wracamy razem, czy nie... Nic nie szkodzi jeśli na jeden dzień zapomnę o wszystkich zmartwieniach, nawet jeśli miałbym łazić po mieście z tą wkurzającą panienką.


- W sumie może być...- zgodziłem się wzdychając lekko, co pewnie wzięła za objaw uwielbienia do jej osoby. 


- W takim razie do zobaczenia po ostatniej lekcji!- krzyknęła i po raz kolejny zarzucając włosami odwróciła się na pięcie, na odchodne w śmieszny sposób kręcąc biodrami. 


Co też inni w niej widzieli? Nie miałem pojęcia. Nie zwracając uwagi na głośne szepty osób, które zdążyły się zgromadzić dokoła w trakcie naszej rozmowy, wróciłem do swojego podręcznika. 


Nawet nie wiedziałem jak bardzo zmieni się moje życie po tym spotkaniu. 


_________________________



Dzisiejszego dnia nie miałem żadnych lekcji z Sebastianem. W sumie i dobrze, jeśli mam się w stosunku do niego normalnie zachowywać muszę się na to przygotować psychicznie. Moja zmiana nie może być też zbyt drastyczna, aby inni nie zwrócili na nią uwagi. Jak zwykle będę się w niego wpatrywać, ale bez tego rozmarzonego spojrzenia jak kiedyś, gdy chciałem zostać zauważony. 



Nie mogłem sprawiać mu problemów. Moje uczucia wszystko by skomplikowały. A on jest zbyt dobry... Nie zasługuje na kogoś takiego jak on. Powinien zakochać się w jakiejś kobiecie, tak żeby świat nie tępił jego związku. Żeby Kamilek miał szczęśliwą rodzinę. Żeby nikt nie wytykał ich palcami.



Nie mogę odebrać mu takiej możliwości. Nie mogę sprawić, aby przez całe życie był nieszczęśliwy, wytykany palcami... 

Po ostatniej lekcji zamyślony zatrzymałem się przy wyjściu ze szkoły czekając na Angelikę. W duchu modliłem się, aby jednak się rozmyśliła i anulowała spotkanie, jednak los bywa kapryśny. Kilka chwil później stanęła u mego boku z grupą chichoczących za jej plecami koleżanek. 


-Witaj Damian- zaszczebiotała i jak gdyby nigdy nic wspięła się na palce wyciskając na moim policzku soczystego całusa. - Idziemy?


Powstrzymałem się przed wzdrygnięciem i wpychając ręce do kieszeni kiwnąłem głową na zgodę. Raz kozie śmierć... Od jednego spotkania na pewno nie umrę.  Przepuściłem ją przodem podtrzymując drzwi, (tak jak wypada) słysząc z tyłu głośne piski jej koleżanek. Doprawdy... jarają się takimi rzeczami jak uprzejmość... Nigdy ich nie zrozumiem. To całkowicie odrębny gatunek, jak chociażby... małpa. Niby nasz przodek, a za nic się nie dogadasz. Tylko jej w głowie te banany.


Dziewczyna korzystając z okazji, że wyciągnąłem jedną rękę z kieszeni szybko chwyciła ją i splotła nasze palce prowadząc mnie za sobą. Już chciałem wyszarpnąć rękę, gdy zauważyłem jego. Stał kilka metrów dalej przy samochodzie i wpatrywał się we mnie z zagadkowym wyrazem twarzy. 


Początkowa panika została po chwili zastąpiona przez zimną kalkulację. Jeśli uwierzy, że moje zadurzenie już minęło, będzie mógł żyć spokojniej... Jestem mu to winny po tym jak się mną zajmował.. Nie powinien się obawiać, że każdy jego gest w moim kierunku zrozumiem inaczej. Teraz będzie miał wreszcie spokój. 


Mocniej ścisnąłem dłoń dziewczyny i zrównałem z nią krok pochylając się lekko w jej kierunku.




-Poczekasz tutaj chwilę, muszę zamienić jedno słowo z wychowawcą?- zapytałem starając się uśmiechnąć jak najbardziej czarująco.



Angelika przez chwilę wyglądała jakby ktoś ją zaczarował. Stała prosto wpatrując się we mnie zamglonymi oczami z rozmarzonym wyrazem twarzy. 



-Ach... jasne, jasne...Poczekam.



Posyłając jej jeszcze jeden uśmiech, powoli odwróciłem się i wolnym krokiem skierowałem się w kierunku auta Sebastiana.



_________________



SEBASTIAN



Dziękowałem bogom, że nie miałem dzisiaj żadnych lekcji ze swoją klasą. Moje odkryte niedawno uczucia całkowicie zakrzywiły mój dotychczas uporządkowany świat, zostawiając po sobie niezły burdel. Gdyby jeszcze przynajmniej wyglądał tak jak wcześniej... Może i dało by się je ignorować, ale...

Ściął te przeklęte włosy i wygląda, jak wygląda. Absolutnie czarująco... Samo przyznanie tego kosztuje mnie ból głowy. Jak mam wytrzymać z nim pod jednym dachem, gdy za każdym razem jak na niego patrzę nawiedzają mnie dawno ukryte pragnienia? 


Się porobiło... Przez cały dzień nie mogłem się skupić na prowadzonych lekcjach, moje myśli błądziły w stanowczo złym kierunku, więc jedynym co mi pozostało to danie dzieciakom jakiegoś zajęcia. Z każdą klasą zorganizowałem zajęcia grupowe i rozdając po kilka zagadnień, kazałem zrobić im plakat. Materiały zostały rozdzielone pomiędzy grupy, a ja w spokoju mogłem usiąść za biurkiem i porozmyślać. 


Co jeśli któregoś dnia nie wytrzymam? Taka pokusa po tak długim czasie celibatu jest niemal nie do zniesienia. Wykorzystam zagubionego dzieciaka, który tak naprawdę sam nie wie czego chce? Jestem pewny, że jego zachowanie to była tylko próba zwrócenia na siebie uwagi ze względu na jego trudną sytuację rodzinną. Odkąd udało mi się go uratować spod rąk jego ojca, nie zauważyłem, aby zachowywał się w jakiś dziwny sposób. Najwidoczniej uświadomił już sobie, że tak naprawdę nigdy mnie nie pragnął... W końcu zakocha się w jakiejś dziewczynie i o wszystkim zapomni. A jak na razie to ja muszę się teraz powstrzymywać... Albo zrobię coś czego później będę żałować...


Dzisiejszego dnia mieliśmy tyle samo godzin, tak więc założyłem, że pewnie wrócimy do domu razem. Moglibyśmy najpierw zajechać do supermarketu po jakieś zakupy dla Kamilka, a później obejrzeć we trójkę jakiś film... Obiecując sobie, że postaram się zachowywać jak najbardziej profesjonalnie oparłem się o swój samochód i obserwowałem wychodzących uczniów. 


Jednak w żaden sposób nie mogłem przygotować się na to co zobaczyłem po chwili. 


Damian szedł za rękę z inną uczennicą mojej klasy, Angeliką Bones o ile pamiętam. Najwidoczniej zmierzali gdzieś poza tereny szkoły, ponieważ nie od razu zauważył mnie stojącego na parkingu. Starając się jak najbardziej opanować emocje, przywołałem obojętny wyraz twarzy i spod przymrużonych powiek obserwowałem jak uśmiecha się do niej, i po chwili kieruje się w moją stronę. Najwidoczniej kazał jej na siebie zaczekać ponieważ stała w miejscu, z rozanielonym wyrazem twarzy śledząc jego plecy. 


Nie wiedziałem, że znalezienie dziewczyny pójdzie mu tak szybko. To tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że tak naprawdę był zagubiony i nic do mnie nie czuł. Poczułem się dziwnie, jakby mój żołądek oplotły ciężkie łańcuchy ciągnące go w dół. 


-Przepraszam, że wcześniej Cię nie uprzedziłem, ale wyszło tak jakoś niespodziewanie... Wrócę dzisiaj sam.. Idę teraz na spacer z Angeliką.


Udawałem, że nie ruszyła mnie jego wiadomość, choć w głębi serca warczałem z poirytowania. Gdyby jeszcze wybrał jakąś normalną dziewczynę, a nie ta pustą lalunię obdarzoną wątpliwym IQ. 


-Nic nie szkodzi. Właściwie to czekałem na Ciebie, żeby powiedzieć, że mam coś jeszcze do załatwienia. Ale.. nie wiedziałem, że masz dziewczynę. Gratuluję- dodałem nie mogąc się powstrzymać, aby zobaczyć jego reakcję. 


Przez dosłownie sekundę po jego twarzy przebiegł trudny do zidentyfikowania cień, jednak już po chwili wyglądał tak jak wcześniej. 


-Dziewczynę? Na razie nie sądzę aby można było to tak ująć. Poprosiła mnie abym zgodził się gdzieś z nią wyjść, więc... W sumie nigdy nic nie wiadomo, może mi się spodoba. Tak więc, do zobaczenia wieczorem.- powiedział i machnąwszy mi na pożegnanie, odwrócił się i podbiegł do dziewczyny niemal od razu łapiąc ją za rękę, i prowadząc w tylko sobie znanym kierunku. 


Miałem ochotę przeklinać moją głupotę. Po co w ogóle wyjechałem z tym tekstem? Nie ważne... Wpakowałem się do samochodu i wycofałem z parkingu jadąc prosto do domu. Było coś jeszcze w lodówce, więc będziemy mieli co jeść. Nie miałem nastroju na zakupy, poza tym musiałem wrócić przed wyjściem opiekunki. Nie mogłem przecież zostawić Kamilka samego, był zbyt mały, jeszcze zrobiłby sobie krzywdę. 


Zaparkowałem przed domem i wszedłem do środka niemal od razu czując oplatające moje nogi ramionka. 


-Tata!




-No witaj mały- uśmiechnąłem się podnosząc go i usadzając sobie na biodrze. 



Pani Marysia przyglądała się nam z dobrodusznym uśmieszkiem, zakładając na siebie płaszcz i biorąc w ręce swoją brązową torebkę. 



-Kamilek był dzisiaj naprawdę grzeczny. Cały czas opowiadał o tym młodym chłopcu, który był tu dzisiaj rano. Wyjątkowo za nim przepada... Będę już szła, do zobaczenia jutro Sebastianie.



-Tutaj masz proszę dzisiejszą zapłatę- zatrzymałem ją szybko wręczając jej kilka banknotów.- Do zobaczenia jutro, pozdrowi pani swoje wnuczki- powiedziałem na odchodne i zamknąłem za nią drzwi. 



Kamilek uśmiechnięty wtulił się w moją szyję chichocząc wesoło. 



-Tato, a gdzie jest Damian? 



Nieprzyjemne uczucie ponownie ścisnęło moje wnętrzności. Czemu na każdym kroku muszę o nim myśleć?

-Przyjdzie wieczorem Kamilku. Masz na coś ochotę? Zrobić Ci coś do jedzenia?


Chłopczyk zrobił smutną minkę i zwinął swoje dłonie w piąstki na mojej koszuli. 


-Nie. Pani Marysia zrobiła mi płatki... 


-W takim razie o co chodzi?- zapytałem sadzając go na kanapie w salonie. 


Kamilek podniósł się do siadu i wykrzywił usta w podkówkę. 


-Chcę pobawić się z Damianem- powiedział buńczucznie, na co ja tylko westchnąłem głęboko. 


Znałem ten wyraz twarzy, teraz za nim nie zmieni tematu dopóki Damian nie wróci. Z drugiej strony podsunęło mi to pewien pomysł.




-Jeśli chcesz możemy przejść się na spacer do parku i przy okazji zobaczyć, czy nie będzie tam Damiana. Co ty na to? 

-Tak!!!- wykrzyknął zadowolony i przytulił się do mnie radośnie. 



Najwyżej ich nie spotkamy, pomyślałem i szybko ubrałem go w kurteczkę i buty, po czym złapałem go za rączkę, i razem wyszliśmy z domu. 



_____________________



DAMIAN



Najpierw poszliśmy do sklepu i kupiłem nam po gorącej czekoladzie, w sam raz na taką pogodę, po czym skierowaliśmy się do pobliskiego parku. Angelika chyba wzięła sobie za punkt honoru aby opowiedzieć mi wszystkie szkolne anegdotki, bo gęba jej się nie zamykała. W spokoju udawałem zainteresowanego chłepcząc moją czekoladę i próbując zdusić nieprzyjemne zimno, które ogarnęło mnie po rozmowie z Sebastianem. Jakby nie mogło być jeszcze gorzej, pogratulował mi dziewczyny. 

On naprawdę nic a nic do mnie nie czuje... I dobrze. W końcu miałem dać mu spokój... Na co mu dzieciak z patologicznej rodziny. Już i tak za dużo robi w ogóle się mną zajmując. 


-A wiesz, że Ania z naszej klasy potajemnie buja się w tym kujonie Igorze? Pff... dobrali się. Hahaha. Szara myszka z pryszczulem. Pewnie zapomniałby języka w gębie gdyby się do niego odezwała. Nawet taka dziewczyna jest powyżej ich standardów. Kujonów w sensie.


Powoli zaczynała mnie boleć głowa od jej paplania. Dyskretnie spojrzałem na wyświetlacz komórki i sapnąłem przejęty.


-O Boże kompletnie zapomniałem!




-Co? Coś się stało?- spytała zaniepokojona. 



-Miałem być o piątej w domu, moja matka prosiła mnie żebym pomógł jej z czymś- skłamałem starając się wyglądać na przejętego.- Chyba będę musiał już iść.



Angelika westchnęła zmartwiona. 



-Trudno, możemy się umówić innego dnia. Daj mi swój numer telefonu, zadzwonię jak będę wolna.



"Mam nadzieję, że nie nastąpi to w najbliższym czasie" pomyślałem walcząc z pokusą aby podać jej fałszywy. Podyktowałem numer i zanim zdążyłaby mnie wyręczyć, pocałowałem ją w policzek i odbiegłem machając jej ręką na pożegnanie. 

"
Nigdy więcej." przysiągłem w myślach, przyśpieszając kroku aby oddalić się od tamtej części parku. 

Nigdy wcześniej nie byłem tak zadowolony z powodu spławienia kogoś. Westchnąłem z ulgą i skierowałem się w pobliże niedalekiego placu zabaw, gdy nagle usłyszałem głośny pisk i poczułem, że coś uczepiło się mojej nogawki. 


Zaskoczony spojrzałem na szczerzącego się do mnie Kamilka. 


-Znalazłem!- wykrzyczał, a ja kompletnie nie wiedziałem o co mu chodzi. 


-Cześć Kamilku- uśmiechnąłem się i widząc jego wyciągnięte ręce, podniosłem go i przytuliłem do siebie uśmiechając się, gdy zachichotał wesoło. - Co tutaj robisz? Gdzie pani opiekunka?- zapytałem zaciekawiony. W końcu maluch nie mógł tutaj sam.


-Przyszedłem z tatą- powiedział z dumą pokazując palcem stojącą nieopodal osobę. 


Przełykając ślinę odwróciłem się w tamtym kierunku i zamarłem widząc jego spojrzenie wbite w moją postać. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby wpatrywał się we mnie w ten sposób... Tak dziwnie intensywnie. Wzdrygnąłem się i szybko odwróciłem wzrok stawiając Kamilka z powrotem na ziemi. 




-Daaamian pobawisz się ze mną w piratów?- zapytał patrząc na mnie błyszczącymi oczami.



Jak mogłem mu odmówić? Nie zerkając w stronę Sebastiana złapałem małego za rączkę i skierowałem się do pobliskiej zjeżdżalni, która miała mi służyć za łódź piracką... Kompletnie się zapomniałem, całkowicie oddając się zabawie z maluchem, nie zauważyłem więc jego spojrzenia, które śledziło każdy mój ruch. Ani nawet wyrazu twarzy który mu wtedy towarzyszył. 



__________________________



 Zmobilizowałam się i dodaję dzisiaj ten rozdział napisany na szybkiego. Mam nadzieję, że teraz będziecie w lepszym humorze po tak długim okresie czekania.

Dziękuję za to, że jesteście.




Betowane przez Nanni <3 <3 <3






czwartek, 1 maja 2014

Jesteś moim światłem - Rozdział 12


Mam do was małą prośbę. Mój stary kolega wraz z koleżanką założył bloga :) Chciałabym was poprosić abyście w wolnej chwili zajrzeli i skomentowali ich twórczość. Myślę, że wam się spodoba. Strasznie zależy mi też abyście pozostawili choć kilka komentarzy :D  Przeczytałam wszystkie opowieści i są naprawdę ciekawe, choć szczerze mówiąc stanowczo nie moje klimaty, ale wiem, że większości z was mogą się spodobać. Tak więc...

Klikajcie    TUTAJ
xD
_______________________

XAVIER

Bez pukania wkroczyłem do jego pokoju stojąc w odległości kilku kroków od jego łóżka. Zauważyłem moment w którym zaskoczony podniósł na mnie swoje spojrzenie, po czym niemal natychmiast uciekł wzrokiem.


-Mam do Ciebie jedno małe pytanko...-Powiedziałem starając się opanować wzbierającą we mnie falę irytacji.


Nathaniel kiwnął tylko głową całą swoją uwagę skupiając na trzymanym w dłoni zeszycie. Urażony, że nawet w tej chwili nie zwraca na mnie uwagi, postąpiłem kilka kroków do przodu.


-Mógłbyś mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego mnie ignorujesz?-Wypaliłem próbując ukryć urazę z pewnością brzmiącą w moim głosie.


Jakby z przymusu zerknął w moim kierunku, udając zaskoczenie.


-Nie rozumiem, o co ci chodzi...


Zacisnąłem szczękę wpatrując się w niego w skupieniu i tak jak się spodziewałem, po chwili ponownie odwrócił wzrok.


-Zrobiłem coś złego?- zapytałem zdesperowany aby poznać odpowiedź.


-Nic nie zrobiłeś- odpowiedział po chwili trochę rozdrażnionym tonem głosu.- Nie wiem, co sobie ubzdurałeś... Wcale Cię nie ignoruje...


Przecież to widać gołym okiem, miałem ochotę krzyknąć lecz powstrzymałem się. Skoro ma zamiar brnąć w to dalej, niech będzie. Jego wybór... Nie miałem zamiaru się mu naprzykrzać skoro najwyraźniej nie miał ochoty na moje towarzystwo. Mimowolnie poczułem jak mój żołądek zaciska się w supeł, a nieprzyjemne uczucie temu towarzyszące powoli podchodzi mi pod gardło.


Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Że zaczęliśmy nimi być. Najwyraźniej się myliłem.


-W porządku- wymamrotałem przywołując na twarz nieprzeniknioną maskę.-Mam nadzieję, że nie rozmyśliłeś się co do jutra?


Nie chciałem iść sam, nawet jeśli byliśmy tak jakby pokłóceni.. To byłoby równoznaczne z... nie wiem... Miałem wrażenie, że jeśli jutro pokaże się bez niego przed Samuelem,w jakiś sposób przegram.. Ale co? Tego nie wiedziałem, miałem po prostu dziwne przeczucie.


Nathaniel nie spojrzał na mnie, lecz niepewnie pokiwał głową.


-Nie.. Chcę iść jutro. Dobrze byłoby się trochę rozerwać-powiedział, a ja miałem wrażenie, że dzisiejszego dnia to najdłuższe zdanie jakie z niego wyciągnąłem.


Pewnie chce iść ze względu na nowego znajomego, pomyślałem kąśliwie, lecz kiwnąwszy jedynie głową na znak, że zrozumiałem. Szybko wycofałem się z pokoju.


Nie wiedząc co z sobą zrobić, bez celu błąkałem się po domu, po jakimś czasie kładąc się na kanapie w salonie. Moje myśli dryfowały daleko, a apetyt całkowicie mnie opuścił. Nie zjadłem więc kolacji próbując znaleźć coś ciekawego w telewizji.  Nawet nie zauważyłem momentu w którym moje powieki się zamknęły i powoli zapadłem w głęboki sen. Pilot delikatnie wysunął się spomiędzy moich rozluźnionych palców, z głuchym "pum" opadając na podłogę. 


______________________________


NATHANIEL


Od razu po wyjściu Xaviera odrzuciłem w bok trzymany w ręce zeszyt. Tak naprawdę, gdy tylko zauważyłem wcześniej, otwierające się drzwi po prostu chwyciłem pierwszą lepszą rzecz, aby móc zająć się czymkolwiek, byle nie patrzyć na niego. 


Naprawdę nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy, nie wyobrażając sobie przy tym dziwnych rzeczy. Czasami przeklinałem wręcz mój pęcherz, przez który nie mogłem żyć dalej w błogiej nieświadomości... O ile byłoby to bardziej proste. Do tego, te głupie poczucie winy..


Zrobił dla mnie tyle dobrego, a ja nie mogę zrobić nic prócz unikania go. Oczywiście dla jego dobra, ale on o tym nie wie. Nie chce żeby poczuł się niezręcznie zauważając, że wpływa na mnie w dość niezwykły sposób. I tak ma już dużo zmartwień.. Nie powinien przejmować się jeszcze tym, że pod jego dachem mieszka osobnik nim zainteresowany. Tym bardziej, że takie zainteresowanie raczej nie spotkałoby się z jego aprobatą. 


Z jękiem pocierając lekko skronie, padłem plecami na łóżko. 


Została jeszcze sprawa Samuela. Nie do końca wiedziałem, czy podoba mi się jego zachowanie.. Miałem wrażenie, że coś knuje. I że niekoniecznie mi się to spodoba. Myślałem już nawet o tym aby nie pójść na jego imprezę, ale nie mogłem tego zrobić Xavierowi. Wiedziałem, że chce iść i że beze mnie pewnie z tego zrezygnuje. W końcu stara się być dla mnie miły. Traktuje mnie jak brata, przyjaciela. A przynajmniej traktował dopóki tego nie zjebałem. 


Tępym wzrokiem wpatrywałem sie w sufit nade mną, śledząc ostatnie promienie słońca wpadające przez firankę i zostawiające kwiatowe wzory na białym sklepieniu. 


Może tak będzie lepiej? Powoli oddalamy się od siebie i wtedy te chore wyobrażenia po prostu znikną? On znajdzie sobie kogoś, a ja wynajmę sobie jakąś stancję, gdy tylko znajdę pracę. I nie będzie musiał się mną więcej przejmować. Kiedyś odpłacę mu się za pomoc.. I będziemy kwita.


Nawet nie zauważyłem, gdy ostatni promień słońca zniknął pozostawiając pokój w półmroku. Z letargu wybudziło mnie dopiero nieprzyjemne uczucie w żołądku. Zgłodniałem.. W sumie nie jadłem dzisiaj nic prócz śniadania.  Powoli gramoląc się z wyra, wstałem i wyszedłem z pokoju kierując się do kuchni. 


Szurając po drodze stopami ze zmęczenia, otworzyłem lodówkę przeglądając zawartość. Wyjąłem dwa jajka, zamknąłem drzwiczki i położyłem je na blacie, zdejmując ze ściany patelnię. Włączyłem gaz i wlałem olej na patelnię czekając, aż sie należycie nagrzeje po czym rozbiłem na niej dwa jajka. 


Szybki i pożywny posiłek pomyślałem obserwując ścinające się białko.  Gdy jajka był odpowiednio wysmażone, łopatką zdjąłem je z patelni opuszczając na podsunięty talerz. Posoliłem, popieprzyłem i łapiąc za widelec usiadłem przy stole, aby spałaszować danie. 


W ciszy przerzuwałem kolejne kawałki następnie myjąc talerz i chowając go do szafki. Byłem zmęczony, więc postanowiłem od razu położyć się spać. Gasząc światło w kuchni wolnym krokiem ruszyłem w kierunku schodów, gdy moja uwagę przykuła poświata dochodząca z salonu. Pewnie telewizor... Nie widziałem żeby ktokolwiek przebywał teraz w salonie, więc bez sensu byłoby zostawić go włączonego. Skręcając w stronę salonu zbliżyłem się do stojącej nieopodal kanapy zastygając w bezruchu. 


Myliłem się, ktoś jednak tu był. Badawczym wzrokiem zmierzyłem postać leżącą na kanapie.  Jedna ręka wystawała bezwładnie poza oparcie kanapy, podobnie jak jedna noga. Miałem wrażenie, że w każdej chwili leżąca postać może sturlać się na podłogę. Co z pewnością nie byłoby to zbyt przyjemne. Druga ręka delikatnie zarzucona na twarz zasłaniała oczy     na widok wystawiając jedynie lekko uchylone wargi i podbródek. 


Momentalnie poczułem ochotę dotknięcia tych delikatnych ust palcami. Przełykając ślinę potrząsnąłem głową starając się przegonić nieprzyjemne myśli. Cofnąłem się chcąc po prostu odejść, lecz nagle owładnęły mną wątpliwości. Gdybym to ja był na jego miejscu, z pewnością obudziłby mnie żebym rano nie skarżył się na ból pleców z powodu takiej niewygodnej pozycji. Jeśli po prostu odejdę.. to będzie naprawdę chamskie z mojej strony. 


Wzdychając głęboko postąpiłem kilka kroków do przodu delikatnie łapiąc go za ramię. Starałem się nie patrzyć na jego twarz tylko na moje palce zaciśnięte na jego ramieniu. 


-Xavier?- Lekko nim potrząsnąłem.- Xavier wstawaj. 


Niewyraźny jęk wyrwał się spomiędzy jego ust paraliżując mnie na krótki moment. 


-Xavier, zasnąłeś w salonie. Wstawaj.- Powtórzyłem nieco głośniej i trochę gwałtowniej poruszyłem jego ręką. 


Nie zdążyłem jednak przewidzieć jego reakcji, gdy przestraszony nagle poderwał się do góry.


-AUŁAA- jęknąłem opadając do tyłu na pośladki i z grymasem na twarzy trąc boleśnie pulsujące czoło. 


Xavier rozejrzał się zaskoczony, dopiero po chwili dostrzegając moją postać zalegającą na podłodze. 


-Co ty tu robisz?


Krzywiąc się lekko szybko podniosłem się do góry i powoli ruszyłem ku wyjściu z salonu.


-Postanowiłem cię obudzić, żebyś nie musiał spać całą noc na tym niewygodnym meblu- powiedziałem na odchodnym nawet nie odwracając się w jego kierunku. Nie chciałem żeby rozpraszały mnie jego roztrzepane włosy i zaspane spojrzenie tych intensywnie zielonych oczu.-Jestem zmęczony, idę spać. Dobranoc- dokończyłem znikając za rogiem. 


Szybkim krokiem dostałem się do swojego pokoju i wskakując w piżamę ległem na swoim łóżku, już po chwili słysząc jak drzwi do pokoju obok otwierają i zamykają się za swoim właścicielem.  


Zasypiając nadal zastanawiałem się, co przyniesie jutro.


~o~
Gdzieś po południu Mito napisała do nas wiadomość, że mamy spotkać się o siedemnastej na niedalekim przystanku.  Dzień minął bardzo szybko, w większości na omijaniu Xaviera szerokim łukiem i udawaniu, że nie robię tego specjalnie. Ogólnie rzecz biorąc, starałem się być w ciągłym ruchu. Mniej więcej godzinę przed umówionym spotkaniem zamknąłem się w pokoju, zastanawiając się w co się ubrać. 

Po kilkunastu minutach przebierania tych szmat mających czelność nazywać się moimi ubraniami, wybrałem jeansowy błękitny sweterek z brązowymi podszywkami na łokciach, do tego odziałem się w najzwyklejsze ciemne dżinsy. Wyczesałem swoje blond włosy i postawiłem je lekko. Od razu lepiej, gdy grzywka nie zakrywa mi twarzy, pomyślałem przeglądając się w lustrze. Na odchodnym spryskałem się swoimi perfumami z Bruno Banani, które dostałem od mojej starej przyjaciółki na święta i starając się sprawiać wrażenie zadowolonego zszedłem na dół do czekającego na mnie Xaviera. 

Ledwo udało mi się powstrzymać zaskoczone sapnięcie, gdy omiotłem go wzrokiem. Intensywnie zielona koszulka delikatnie opinała jego nieźle wyrobioną klatkę piersiową, a ja mimowolnie przypomniałem sobie jego ciało pod prysznicem. Na ramiona narzuconą miał czarną skórzaną kurtkę, a nogi opinały mu tego samego koloru spodnie.  Ślicznie harmonizowały z jego włosami i oczami. Wzdrygnąłem się, gdy po chwili podniósł wzrok omiatając mnie spojrzeniem. 

Widziałem jak jego oczy zabłyszczały przez krótki moment, lecz już po chwili najzwyczajniej w świecie podawał mi moją kurtkę, a z jego twarzy nie dało się odczytać nic więcej poza obojętnością. Najwidoczniej zamierzał zachowywać się w stosunku do mnie tak samo jak ja do niego. Nie miałem mu tego za złe. Zasłużyłem... Szybko wziąłem od niego kurtkę i w pośpiechu naciągnąłem ją na ramiona wychodząc przodem. 

_____________

XAVIER

Przez większość dnia moje myśli wędrowały do dzisiejszej imprezy. Odkąd się obudziłem miałem wrażenie, że to zły pomysł. Że powinniśmy zostać w domu. Ale przecież to byłoby głupie... Przejmować się jakimiś chorymi przeczuciami.. Co takiego strasznego mogło się wydarzyć? Mogliśmy się najwyżej za bardzo uchlać... Nic strasznego. 

A jednak.. Miałem złe przeczucia. Idąc obok Nathaniela w stronę migoczącej w oddali postaci, miałem ochotę złapać go za fraki i spowrotem zaciagnąć do domu. Naprawdę chyba zbyt poważnie wziąłem się za opiekowanie nim. Nawet jeśli najwyraźniej mnie unikał i ogólnie rzecz biorąc ignorował, ciągle martwiłem się o niego i napawało mnie lekkim lękiem na myśl, że podczas imprezy stracę go z oczu i odwali coś głupiego. Nie znaliśmy przecież wszystkich osób, które będą tam obecne. Eh.. czas przestać zachowywać się jak rozhisteryzowana matka. 

-Cześć wam!- Wesoły pisk rozległ się tuż koło mojego ucha, gdy mała postać zawisła przez chwilę na mojej szyi. 

-No hejka- uśmiechnąłem się, przyjacielsko klepiąc ją po plecach. 

Gdy tylko oderwała się ode mnie, z tym samym zapałem wskoczyła na Nathaniela mówiąc, jak to się cieszy, że go widzi. Naprawdę zadziwiała mnie jej pogoda ducha. Zawsze gdy ją widziałem tryskała energią i z każdym swoim znajomym witała się jak z największym przyjacielem. Była naprawdę pozytywną osobą. 

-To którym jedziemy?- zapytałem zerkając na rozkład jazdy. Nazwy ulic nic mi nie mówiły. 

-306- odpowiedziała, wskazując na prawidłowy rozkład.-Na Huber Doller Dr* to trochę na obrzeżu miasta. Będziemy jechać jakieś czterdzieści minut.

W zrozumieniu pokiwałem głową sprawdzając za ile minut będziemy musieli czekać na odpowiedni autobus. Jest 18:15, tak więc przyjedzie za jakieś dwadzieścia minut. Udając, że nie widzę zaskoczonego spojrzenia Mito, stanąłem po jej prawej stronie, aby być jak najdalej Nathaniela. Nie mogłem wytrzymać jego obojętnego spojrzenia postanowiłem więc, odpłacić mu takim samym zachowaniem. Wymagało to ode mnie naprawdę dużego wysiłku. Chcąc zachować przynajmniej pozory normalności wciągnąłem się w przyjemną pogawędkę z nową przyjaciółką, która co kilka minut próbowała wciągnąć do rozmowy także Nathaniela. Jednak gdy po kilku próbach nadal odpowiadał jedynie półsłówkami, poddała się poświęcając całą uwagę naszej rozmowie na temat zwierząt. 

Gdy tylko podjechał nasz autobus, podszedłem do kierowcy i kupiłem nam dwa bilety, następnie je kasując. Zdziwiło mnie, że w wolne od szkoły i na dodatek o tej porze zajęte były praktycznie wszystkie miejsca. Przymierzałem się właśnie do zajęcia miejsca przy starszym panie. Gdy Mito złośliwie mnie wyprzedziła wskazując na ostatnie wolne miejsce po mojej lewej stronie. Miejsce koło Nathaniela.. Nie chcąc stać jak debil w przejściu, bez słowa zająłem miejsce obok niego, zauważając mimochodem, że te przesunął się w bok niemal całkowicie wgniatając w szybę. Czy naprawdę, aż tak bardzo nie mógł znieść mojej obecności? Poczułem się źle. Bardzo źle. Miałem ochotę zatrzymać autobus i uciec spowrotem do domu. 

Wcześniejsze ignorowanie było jeszcze do zniesienia. Ale gdy odsunął się ode mnie jakbym był jakiś trędowaty.. nie.. To nie było już tylko ignorowanie. On naprawdę nie mógł znieść mojej obecności. Starając się opanować gwałtowne pieczenie w oczach, czekałem aż zatrzymamy się na następnym przystanku. Gdy tylko to nastąpiło zerwałem się z miejsca ustępując go starszej pani która właśnie weszła do autobusu. Nie miałem zamiaru dręczyć go swoją obecnością. Jak naprawdę tego chce to mogę zacząć go unikać. Nawet jeśli na samą myśl o tym, dziwnie boli mnie serce.  

____________

NATHANIEL

Nie mogłem powstrzymać odruchu obronnego, gdy Xavier usiadł tak blisko mnie. Czułem ciepło jego ciała tuż obok i przerażony cofnąłem się prawie wgniatając w szybę. On najwyraźniej chyba jednak inaczej to zrozumiał bo, gdy zerknąłem na niego kątem oka, niemal od razu pożałowałem swojej reakcji. Jego zawsze pełne dziwnych emocji spojrzenie, przepełnione było czymś na wzór bólu. Dłonie ciasno zwinął w dwa kłębki i gdy tylko zatrzymaliśmy się na następnym przystanku, wyskoczył z miejsca udostępniając je komuś innemu. 

Chcąc kogoś chronić trzeba czasami go odepchnąć. Czułby się gorzej gdyby wiedział z jakiego powodu się odsunąłem, pomyślałem na powrót zagapiając się w widok za oknem. 

Podróż minęła szybciej niż się spodziewałem, gdy wyszliśmy z autobusu, na przystanku czekał już na nas Samuel. Z uśmiechem podszedł do nas witając się z Mito przyjaznym uściskiem. Miałem dziwne wrażenie, że także mnie chce tak przywitać więc zawczasu wyciągnąłem do siebie rękę w geście przywitania. Nic nie mówiąc uścisnął ją przytrzymując na mój gust trochę za długo, po czym jedynie skinął głową Xavierowi. 

-Będziemy musieli podejść kawałek, mam nadzieję, że to nie problem?- zapytał obdarzając nas jakby przepraszającym uśmieszkiem.

-Żaden- odparł Xavier wskazując ręką, aby prowadził. 

Miałem nadzieję, że Samuel preferuje milczące wycieczki jednak, moje nadzieje okazały się być płonne. Już po chwili zrównał ze mną krok, zerkając na mnie z dziwnym uśmiechem. 

-Jak Ci minął dzień Nathanielu?

Nie wiedząc co odpowiedzieć po prostu wzruszyłem ramionami.

-Jak zwykle.

-Czyli pewnie niezaciekawie- mruknął, a ja poczułem nagłą ochotę aby zaprzeczyć. Nie zrobiłem tego jednak wiedząc, że dziwnie by to wyglądało. 

Starając się nie zauważać jego dziwnych spojrzeń omiatających moją osobę, starałem się usłyszeć o czym rozmawiają idący kilka kroków za nami Mito i Xavier. Jednak spośród wszystkich słów wyłapałem tylko kilka nic nieznaczących typu"naprawdę?" " tak i wtedy" "może" z których nie mogłem złożyć nic zrozumiałego. Wzdychając starałem się zapamiętać drogę którą szliśmy. 

Wokół było naprawdę dużo drzew. Mito miała rację mówiąc, że Samuel mieszka na obrzeżach miasta. Praktycznie nie było tu żadnych zabudowań. Po drodze minęliśmy tylko kilka rozwidleń drogi prowadzących między wysokie, gęste drzewa i krzewy. Szliśmy poboczem pustej asfaltowej drogi coraz bardziej zagłębiając się w  (przynajmniej na mnie to tak wyglądało) las.

-Mieszkasz na środku pustkowia, czy jak?- usłyszałem nagłe pytanie z tyłu. 

Odwróciłem się zerkając na patrzącego w stronę Samuela Xaviera. Nawet jeśli zauważył moje spojrzenie, sam nie spojrzał w moją stronę. Naprawdę zaczynało mi tego brakować. 

-Można tak powiedzieć- stwierdził Samuel skręcając nagle w żwirową drogę prowadzącą gdzieś wgłąb drzew.-To dzielnica willowa. Wszystkie domy położone są w pewnej odległości od drogi, a posesje otoczone są dosyć masywną bramą.- Wyjaśnił nawet nie próbując udawać, że zauważył nasze zaskoczone spojrzenia na wiadomość o tym, że mieszka w willi. 

Już po kilku minutach mogliśmy samodzielnie dowiedzieć się co miał na myśli. Kilka metrów przed nami żwirowa droga kończyła się tuż pod ogromną bramą z kutego żelaza,wzdłuż której ciągnął się wysoki mur ginący gdzieś w ciemności lasu. 

Nawet nie próbowałem ukryć swojego pełnego podziwu spojrzenia, gdy brama  uchyliła się przed nami ukazując przepiękny ogród z przystrzyżonymi żywopłotami i wielką fontanną w centrum. A tuż za nią w oddali widniał wielki budynek w staroangielskim stylu wyglądem przypominający miniaturowy pałac. 

Samuel spojrzał się na mnie zauważając moją reakcję i z lekkim uśmieszkiem poprowadził nas do wejścia. 

-Czujcie się jak u siebie w domu- powiedział, gdy tylko przekroczyliśmy próg stając w wielkim holu którego sklepienie zdobił  monstrualny kryształowy żyrandol.

-To będzie raczej trudne- stwierdziłem wymownie spoglądając wokół.

Samuel roześmiał się jedynie, delikatnie kładąc mi dłoń na ramieniu. 

-Kwestia przyzwyczajenia- mrugnął do mnie okiem na co ja ponownie poczułem się niezręcznie. 

-Wątpię żebym miał czas się przyzwyczaić- powiedziałem starając się zmienił temat i strząsnąć jego dłoń ze swojego ramienia.

-Zawsze możesz przychodzić do mnie częściej. Z pewnością znajdzie się tu dużo ciekawych rzeczy do zrobienia- wyszeptał tuż przy moim uchu, a ja pomyślałem, że nie miał na myśli zbyt niewinnych rzeczy. 

Jeszcze raz spojrzałem na niego badawczo. Wcześniej na to nie wpadłem, ale trochę zbyt często niepotrzebnie mnie dotykał. Kładł rękę na ramieniu, opierał się o mnie niby po koleżeńsku, przejeżdżał palcami po moim nadgarstku gdy chciał zwrócić moją uwagę i do tego patrzył się na mnie tak jak.... Tak jak chłopcy na dziewczyny w mojej klasie, zanim szczęśliwym zbiegiem okoliczności wylądowałem pod opieką Xaviera... Z pożądaniem...

Ale przecież on nie może być... I na dodatek do mnie... Ja mu się... Nawet nie chciałem o tym myśleć. Mimowolnie cofnąłem się niepostrzeżenie, aby zachować między nami trochę większy dystans. Nawet nie wie, czy ja też jestem... A już wziął mnie na celownik. 

-W następne imprezy? Jasne, ja i Xavier mamy dużo czasu- powiedziałem specjalnie udając, że nie pojąłem jego aluzji.

Samuel skrzywił się ledwo zauważalnie, lecz już po chwili ponownie skupił sie na oprowadzaniu nas po domu. 

-Na resztę gości zaczekamy w salonie kilka osób już zdążyło dojść, ale większość zameldowała, że trochę się spóźni- powiedział otwierając przed nami wysokie drzwi prowadzące do ogromnego pomieszczenia w którym przebywało już kilkanaście osób. 

Nie było ich wcale tak mało i jeśli naprawdę dla Samuela to było tylko kilka osób, a prawdziwa większość jeszcze nie przyszła, wolałem nie myśleć jak dużo osób tu będzie. Liczyłem raczej na małą imprezę w gronie najbliższych, ale jak widać troszkę się przeliczyłem. Czując na sobie czyjś wzrok, odwróciłem się w tamtym kierunku przez ułamek sekundy przytrzymując spojrzenie Xaviera. Poczułem jak moje serce gwałtownie przyśpiesza, nie miałem nawet siły odwrócić wzroku, choć wiedziałem, że musze to zrobić. Po prostu czułem się jakbym od wieków nie spojrzał mu prosto w oczy, potrzebowałem tego. Gdy po chwili Xavier odwrócił wzrok ponownie udając, że mnie nie widzi poczułem się zarówno podle, jak i samotnie. Był jedyną osobą która mnie naprawdę rozumiała, którą naprawdę obchodziłem i przez moje bezmyślne uczucia nie mogę się do niego zbliżyć. Nie moge zrobić nic, prócz oddalenia się od niego i zostawienia za sobą jedynej osoby na której mi zależy. 

Wzdychając ciężko nawet nie dostrzegłem badawczego wzroku utkwionego we mnie niemal od kilku minut. 

-Możecie się zapoznać z resztą, ja w tym czasie idę podzwonić po spóźnialskich.- Samuel wskazał nam dłonią rozproszonych po pomieszczeniu ludzi, po czym zerkając na mnie przelotnie skierował się ku wyjściu. 

Nie wiedząc od czego zacząć po prostu stałem w miejscu starając się zachować obojętny wyraz twarzy pod ostrzałem kilkunastu wbitych w moją postać spojrzeń. Kilka osób kojarzyłem. Czarnowłosą dziewczynę i blondynkę stojącą niedaleko widziałem już wcześniej w kawiarence. Rudego chłopaka stojącego teraz w grupie kilku innych dziewczyn i chłopaków, tak samo. Idąc za przykładem Xaviera i Mito skierowałem się właśnie w kierunku tej drugiej grupki.

-Cześć- Rudy pomachał w naszą stronę jednocześnie przytulając na powitanie naszą koleżankę.-Myślałem już, że nie przyjdziecie.

Razem z Xavierem uśmiechnęliśmy się jedynie. Powabna brunetka stojąca z bliskiej odległości z rudzielcem spojrzała znacząco na Xaviera, gdy witaliśmy się z nowymi osobami przy okazji wymieniając się imionami. W życiu nie zapamiętam ich wszystkich, pomyślałem po prostu machinalnie ściskając każdą wyciągniętą w moją stronę rękę i jak robot powtarzając swoje imię. Jedna osoba jednak zapadła mi w pamięć. Gabrielle, wcześniej wspomniana brunetka, która niemal od razu po przestawieniu się, nie opuszczała  Xaviera na krok, trzepocząc w jego kierunku swoimi długimi rzęsami. 

Próbując stłumić w sobie falę zazdrości, wciągnąłem się w rozmowę z przypadkową dziewczyną. Jak się okazało była naprawdę bystra i zabawna. Opowiadała mi właśnie jakąś ciekawą historię, gdy poczułem obejmujące mnie w pasie ramiona. Zaskoczony odwróciłem głowę z dość nieznacznej odległości dostrzegając twarz Samuela, który oparł głowę na moim ramieniu. 

-I jak tam zapoznanie?-zapytał patrząc na mnie naprawdę dziwnym wzrokiem. 

-Co ty odwalasz?-syknąłem w odpowiedzi chcąc wydostać się z pomiędzy jego ramion. 

Dziewczyna stojąca naprzeciwko mnie wyglądała na nieźle skonfundowaną. Samuel zaśmiał się jedynie szybko mnie puszczając i stając tuż obok.

-Na żartach się nie znasz?- zapytał tylko, tarmosząc delikatnie moje włosy. 

Powstrzymałem się od strzepnięcia jego ręki, mrucząc jedynie coś pod nosem. Powoli zacząłem się zastanawiać, czy jednak nie lepiej było zostać w domu. Ten chłopak naprawdę dziwnie się zachowywał, a ja powoli zaczynałem mieć coraz gorsze przeczucia.

_________________

XAVIER

Gdybym wiedział, że niemal na starcie przyczepi się do mnie tyle dziewczyn, wątpię czy kiedykolwiek bym się tu pojawił. Starając się zniechęcić zarywającą teraz do mnie brunetkę odpowiadałem jej jedynie monosylabami, nie reagując także na żadny przejaw podrywu. Nie miałem ochoty na kręcenie z jakąkolwiek dziewczyną, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Wszystko o czym teraz myślałem, to to że straciłem osobę która mogłaby stać się moim naprawdę dobrym przyjacielem. O wilku mowa, jeśli chodzi o niego.. 

Powoli odwróciłem się w jego kierunku dostrzegając, że wciągnął się w rozmowę z jakąś dziewczyną. Korzystając z tego, że nie może mnie teraz zauważyć, obserwowałem jego twarz i oczy ożywione przeprowadzaną właśnie dyskusją. I w tym momencie, dostrzegłem jego.

Szedł powoli w kierunku Nathaniela uśmiechając się podejrzanie i niezbyt grzecznie wlepiając spojrzenie w tył jego spodni. Gdy wtem otoczył go nagle rękoma opierając głowę o jego ramię. W ostatniej chwili powstrzymałem się od ruszenia w ich kierunku i odklejenia go od niego siłą. Co to miało znaczyć? Jak on się w ogóle zachowuje? Czemu dotyka w ten sposób Nathaniela? 

Widziałem jak Nathan zastyga zaskoczony, po czym powoli zerka na wiszącego na nim chłopaka. Ich twarze znalazły się wtedy tak blisko, że mimowolnie wstrzymałem powietrze. Niemal uśmiechnąłem się z ulgą, gdy usłyszałem pełne złości pytanie wychodzące z jego ust i zauważyłem jak próbuje się wycofać spod jego rąk. Samuel potulnie puścił go i uśmiechając się bezczelnie obrócił wszystko w żart. 

Widząc wzburzone spojrzenie Nathaniela, nie miałem wątpliwości czy mu uwierzył. Po tej sytuacji mogłem być trochę spokojniejszy, wiedziałem bowiem, że Nathaniel nie pozwoli aby Samuel sobie na coś pozwolił. Już wcześniej zauważyłem jak na niego patrzy. Teraz nie miałem wątpliwości, co z nim jest nie tak... Ale Nathan da sobie radę, a w razie czego ja będę obserwował go cały wieczór, żeby w razie potrzeby przyjść z pomocą. 

Około dwudziestej pierwszej dotarli już wszyscy goście i wtedy zabawa zaczęła się na dobre. Wszędzie przewijali się jacys ludzie z beczkami piwa lub butelkami wódki. Cały alkohol wylądował na stole w salonie i co chwilę nowi ludzie podchodzili do niego, aby się upić. Powoli sącząc swojego drinka starałem się nie spuszczać z oczu ani Nathaniela, ani kręcącego się w pobliżu Samuela. 

-A co ty tu taki samiuteńki siedzisz, co?

Czyjś przesłodzony głos dotarł do mnie wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałem w górę znad zajmowanego przeze mnie fotela dostrzegając stojącą naprzeciwko mnie dziewczynę.  Długie kręcone blond włosy spięte miała w wysoki kucyk odsłaniając swoją smukłą szyję na światło dzienne. Duże, krągłe piersi niemal wyskakiwały z przyciasnej sukienki w kolorze zmysłowej czerwieni. Oczy miała podkreślone eyeliner'em,a usta w krwistoczerownym kolorze wyglądały jakby ktoś napompował je botoksem. Była seksowna, ale naprawdę nie miałem nastroju na podryw. O ile kiedykolwiek go miałem, zawsze była jakaś kryjówka. W sumie moimi jedynymi wspomnieniami jakiejkolwiek intymności z dziewczyną, były wakacje trzy lata temu. Gdy pijany straciłem swój pierwszy raz z chudą brunetką o prawie zerowym biuście, która wyglądem nie za bardzo przypominała kobietę. 

-Jaki tam sam...Po prostu czekam na koleżankę, właśnie poszła do toalety- powiedziałem starając się ją spławić. 

Dziewczyna nie była jednak taka głupia. Uśmiechając się jedynie, przysiadła na prawym podłokietniku prawie zgniatając moją rękę. Najwyraźniej myślała, że  w tej pozie wygląda naprawdę seksownie, bo zatrzepotała lekko rzęsami pochylając się w moim kierunku, przez co jej biust prawie całkowicie wypadł z sukienki. 

-Mogę zastąpić ci jej towarzystwo w między czasie- wyszeptała dotykając swoim sztucznym szponem mojego ramienia.

Wzdrygnąłem się mimowolnie.

-Nie jestem zainteresowany- powiedziałem jedynie odsuwając się w inną stronę.

Dziewczyna zamrugała oczami zaskoczona.

-Jesteś pedałem?

Zaskoczony otworzyłem usta wpatrując się w nią w kompletnym szoku. 

-Skąd ty w ogóle wzięłaś ten wniosek?- zapytałem marszcząc brwi ze złości.

Dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem.

-Praktycznie zaproponowałam ci seks,a ty nie jestes zainteresowany. Jaki normalny chłopak by   mnie olał po takiej propozycji? 

-Najprawdopodobniej taki który bałby się złapać jakiegoś syfa z dziewczyną która najwyraźniej ma już dużo numerków na koncie- odpowiedziałem przyciszonym głosem obserwując jak jej twarz zmienia stopniowo zmienia odcień na purpurowy i jak zrywa się nagle szybko odchodząc tylko w sobie znanym kierunku.

No wreszcie, pomyślałem zerkając w miejsce w którym jeszcze chwilę temu widziałem Nathaniela. Nigdzie go jednak nie dostrzegłem, lekko zaniepokojony wstałem rozglądając się dokoła, lecz nadal nic. Wiedziony jakąś myślą rozejrzałem się za Samuelem. Jego także nie było, szybko wyszedłem z salonu po kolei zaglądając do innych zajętych pomieszczeń. Z każdym kolejnym pomieszczeniem, w którym ich nie było czułem się coraz bardziej rozzłoszczony i zmartwiony. Miałem naprawdę złe przeczucia. Stanąłem pod schodami prowadzącymi do części prywatnej i postąpiłem pierwszy krok do przodu. Miałem nadzieję, że moje przeczucia okażą się błędne, pomyślałem wspinając się na górę. 

_________________________

NATHANIEL

Atmosfera panująca na imprezie była naprawdę przyjazna, wszyscy ludzie byli strasznie mili i rozgadani. Popijając powoli swoje piwo wdałem się w dyskusję z kilkoma osobami starając się nie obserwować Xaviera. Naprawdę trudno mi było opanować niektóre odruchy. Przynajmniej jedno miałem z głowy. Towarzystwo Samuela...

-No i jak się podoba impreza?

O wilku mowa....

-Całkiem spoko- odpowiedziałem odwracając się do czarnowłosego chłopaka.- Już nie zajęty zabawianiem gości?-zapytałem uprzejmie. 

Samuel spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem, co u niego stanowiło teraz nawet jakiegoś rodzaju normę, wzruszając ramionami.

-Nie za bardzo- stwierdził posyłając mi tajemnicze spojrzenie.-Jeden z moich znajomych chciałby cię bardzo poznać- dodał po chwili.

Zdziwiłem się lekko, bo skoro naprawdę chciał mnie poznać to czemu nie przyszedł.

-No i co w związku  z tym?- zapytałem po chwili, gdy nie powiedział nic więcej. 

-Nie za bardzo chciało mu się ze mną iść bo nie chciał zostawiać samej swojej dziewczyny, więc powiedziałem mu, że ciebie przyprowadzę- wyznał po chwili spoglądając na mnie przepraszająco. 

Miałem dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. 

-Nie mógł przyjść tu z swoją dziewczyną?-zapytałem.

-Problem w tym, że jak tańczyła złamał jej się obcas i stwierdziła, że kategorycznie nie ruszy się z miejsca. Siedzi tylko na kanapie i narzeka, a że akurat wspomniałem o nowych nabytkach naszego miasteczka, mój kolega pomyślał, że jeśli cię przyprowadzę, przynajmniej na chwile zmieni płytę. 

Nadal nie mając pewności co do prawdziwości jego słów, nerwowo wypiłem łyk swojego piwa.

-To jak idziemy?-zapytał po chwili uśmiechając się podejrzliwie zbyt pogodnie.

-No nie wiem- wymamrotałem starając się znaleźć jakikolwiek powód dzięki któremu nie będę musiał ruszać się z miejsca. 

-Chodź- Samuel złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć ku wyjściu z salonu. 

Poddając się ruszyłem za nim. W końcu ci znajomi nie mogą być tacy źli. 

-Na pewno dobrze idziemy?-zapytałem widząc, że w miarę gdy zbliżamy się do schodów ludzi jest coraz mniej. 

-Tak, tak- powiedział jedynie ciągnąc mnie na górę. 

W momencie w którym przekroczyłem próg najbliższego pokoju, aż nazbyt świadomy zamykających się za mną drzwi, poczułem, że mogłem jednak zostać na dole. W pokoju nie było nikogo więcej, oprócz nas dwóch. 

Rozejrzałem się chcąc mieć pewność, lecz nikogo nie dostrzegłem. Do tego zauważyłem, że nie był to zwykły pokój, lecz sypialnia. 

-Nikogo nie widzę, co tu jest grane?-warknąłem wpatrując się w stojącego tuż przy mnie Samuela.

Chłopak zaśmiał się wprawiając mnie w osłupienie.

-Przecież nie powiesz mi, że nie wiedziałeś od początku po co tu idziemy- powiedział po chwili tylko pogłębiając złe przeczucie kłębiące się w moim brzuchu.- Widziałem jak na mnie patrzysz..

Stałem kompletnie zdębiały. Że niby ja Co?

-Wręcz pożerasz mnie wzrokiem- kontynuował niezrażony postępując kilka kroków w moim kierunku.

Jakby dopiero teraz wyrywając się z otępienia szybko cofnąłem się do tyłu plecami napotykając przeszkodę. Drzwi... Szybko wyciągnąłem za siebie rękę chcąc złapać za klamkę, lecz Samuel okazał się być szybszy doskakując do mnie i jednym ruchem szybko zatrzaskując uchylone drzwi. Drugą ręke położył mi na ramieniu pochylając się nad moją twarzą. 

-Zostaw mnie- warknąłem strząsając jego rękę z ramienia i ponownie chwytając za klamkę. 

Samuel zaśmiał się tylko spoglądając mi prosto w oczy. 

-Nawet o tym nie myśl. Ja zawsze dostaje to czego chce- wyszeptał gwałtownie przybliżając swoją twarz do mojej. Wiedząc co nastąpi odepchnąłem go gwałtownie, aż potknął się i wylądował zadem na podłodze.

-Powiedziałem, żebyś dał mi spokój chory zboczeńcu- powiedziałem już nie za żarty i odwróciłem się chcąc wyjść. Nie przewidziałem jednak, że Samuel podniesie się tak szybko. Już po chwili poczułem gwałtowne szarpnięcie w ramieniu i spowrotem stałem odwrócony do niego twarzą. 

-Jak śmiesz mi się sprzeciwiać?-zapytał kompletnie nowym tonem głosu. Całkowicie chłodnym, wyniosłym, przerażającym tonem głosu. 

Uniosłem ręce żeby odepchnąć go po raz kolejny, gdy moją twarz przecięła nagle fala bólu. Jęknąłem z zaskoczenia przyciskając dłoń do policzka i ze strachem wpatrując się w jego uniesioną rękę. Teraz wcale nie przypominał Samuela. Jego wyraz twarzy i te oczy pełne pogardy.... wyglądał dosłownie jak mój ojciec. Gwałtowna fala strachu ogarnęła moje ciało i zbierając w sobie całą swoją siłę, popchnąłem Go szybko szarpiąc drzwi i wybiegając na zewnątrz. Słyszałem za sobą jego pełen złości warkot, gdy wtem, wpadłem prosto na jakąś osobę.

Nie patrząc, kto to jest starałem się wyrwać z jego rąk dopóki nie dotarł do mnie aż nazbyt znajomy głos. 

-Nathaniel? Nathaniel co się stało?

Wreszcie spojrzałem w górę dostrzegając sylwetkę Xaviera. Nie obchodziło mnie co tu robił, ważne że tu był. Przy nim byłem bezpieczny. Nie panując nad sobą przytuliłem się do jego ciała dając upust swoim emocjom. Słyszałem jak jeszcze jedna osoba wbiega na praktycznie pusty korytarz. Praktycznie pusty, ponieważ nie było na nim nikogo oprócz nas trzech. Mnie, Xaviera i Samuela który właśnie do nas dotarł. 

Mimowolnie mocniej przycisnąłem się do Xaviera nawet nie zerkając za siebie. Bałem się. Bałem się, że znowu ktoś mnie skrzywdzi. W życiu nie podejrzewałbym, że Samuel okaże się być podobny do mojego ojca. Że uderzy mnie bez powodu, że będzie próbował.... Że będzie patrzył tym samym wzrokiem. Wszystkie wspomnienia gwałtownie do mnie uderzyły pod wpływem bólu w tym przeklętym policzku. 

____________________

XAVIER

Już myślałem, że na tym piętrze nikogo nie ma, gdy poczułem że zderzyłem się z jakąś osobą. Zaskoczony spojrzałem prosto w przerażoną twarz Nathaniel.

-Nathaniel? Nathaniel, co się stało?-zapytałem przestraszony widząc go w takim stanie. 

Chłopak spojrzał na mnie i gdy zobaczyłem, że mnie poznał poczułem jak jego ramiona oplatają się wokół mojej osoby. Aż nazbyt widoczny czerwony ślad na jego policzku sprawił, że moje ciało zapłonęło gwałtowną żądzą mordu. Ten biedny chłopak.. Jeśli dorwę osobę która odważyła się podnieść na niego rękę nie ręczę za siebie.

I właśnie wtedy z pobliskiego pokoju wybiegł Samuel. Spiąłem się gwałtownie widząc jego wzrok utkwiony w Nathanielu. Nie miałem już wątpliwości, kto odważył się go tknąć. Wlepiając w niego swoje nienawiste spojrzenie powoli odsunąłem od siebie Nathaniela starając się złapać jego spojrzenie. 

-Zejdź na dół i poczekaj tam na mnie- powiedziałem popychając go lekko w stronę schodów. 

Nathaniel spojrzał się na mnie spanikowany.

-Ale...

-Zejdź na dół- powtórzyłem bardziej stanowczo.- Zaraz przyjdę. 

Nathan spojrzał na mnie jeszcze raz, po czym szybko zbiegł na dół. Powoli odwróciłem się w stronę czarnowłosego. 

-CO TU SIĘ KURWA STAŁO?-warknąłem wlepiając w niego swoje mordercze spojrzenie.

Samuel uśmiechnął się kpiąco, bezczelnie opierając sie o pobliską ścianę. 

-Po prostu chciałem mu dać to na co z pewnością miał ochotę- odpowiedział nonszalandzko, a ja nie panując nad sobą walnąłem go prosto w szczękę.

-Nigdy więcej nie waż się do niego zbliżyć- wywarczałem mu do ucha, po chwili zawracając w stronę schodów. 

Nie było opcji żebyśmy tutaj zostali. Szybko schodząc ze schodów złapałem za rękę Nathaniela i wyszedłem z nim z domu, przyświecając sobie latarką w telefonie abyśmy mogli dostrzec ścieżkę prowadzącą do uchylonej bramy.  Na razie nie chciałem go o nic pytać. Gdy tylko dostaniemy się do domu, dowiem się co się tam wydarzyło. Na razie liczyło się tylko to aby Nathanielowi nic się więcej nie stało. Gdy tylko doszliśmy do przystanku wezwałem taksówkę i pocieszającą ścisnąłem jego dłoń. Nie powinienem był w ogóle pozwolić, aby zniknął mi z oczu, pomyślałem zerkając na blednący powoli ślad na jego policzku. 

Po kilku minutach czekania zauważyłem, że Nathaniel już trochę się uspokoił i próbował zabrać swoją rękę z mojej dłoni. Nie pozwoliłem mu na to, tylko mocniej ją ściskając. 

-Zostaw-powiedziałem, gdy spróbował jeszcze raz.

Nathaniel nie odpowiedział, ani też nie spojrzał na mnie lecz po chwili rozluźnił rękę, pozwalając mi trzymać swoją dłoń. Jakieś kilka minut później na horyzoncie pojawiła się żółta taksówka. Z ulgą weszliśmy do środka czekając aż dotrzemy do domu. 

___________________ * Ulica autentyczna Bainbridge Stan Georgia Kanada

Naprawdę starałam się żeby ten rozdział był dłuższy, więc proszę nie narzekać na jego długość.